Kredyt w walucie. Jednej walucie.
12.09.2011
, aktualizacja: 12.09.2011 11:14
Czasy, kiedy ryzykanci chętni na kredyt w walucie obcej mogli wybierać spośród euro, dolara, franka szwajcarskiego, a nawet jena dawno minęły. Dzisiaj króluje złoty, a euro pełni rolę dodatku dla lepiej zarabiających.
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- 3 czynniki, które mogą zmienić wysokość raty kredytu (19-09-11, 11:05)
- Kredyt hipoteczny od podszewki (06-09-11, 09:19)
Większość ekonomistów uważa, że kredyt, zwłaszcza hipoteczny, należy brać w walucie, w której się zarabia. Taka postawa eliminuje ryzyko związane choćby z różnicami kursowymi czy zmianami stóp procentowych niezależnych od sytuacji gospodarczej kraju. A jednak większości kredytobiorców trudno oprzeć się pokusie niższych rat wynikających z zadłużenia w walucie obcej.
Był dolar, był jen...
Według danych Komisji Nadzoru Finansowego kredytów w walutach obcych mamy grubo ponad połowę. Jednak kto chce ryzykować, ma w tej chwili niewielki wybór. Większość kredytów walutowych udzielanych jest w euro. - Wcześniej mogliśmy obserwować ogromną popularność franka szwajcarskiego - dodaje Paweł Majtkowski z Expandera.
Na tych dwóch walutach w zasadzie katalog możliwości się wyczerpuje. W przeszłości było nieco inaczej. - Był dolar, w jednym z banków waluty skandynawskie - przypomina Majtkowski. Przez pewien czas udzielane były kredyty w japońskim jenie.
Przeminęło z frankiem
Konkretne liczby potwierdzają opinie obserwatorów rynku. Raport AMRON-SARFiN przygotowywany w oparciu o informacje podawane przez banki pokazuje, że kredyty w euro stanowiły nieco ponad 13 proc. wszystkich, we franku 6,1 proc., a w dolarze 0,1 proc.
Dlaczego banki nie decydują się na udzielanie kredytów w walutach innych niż euro czy frank? Decyzje podejmowane są przede wszystkim w zależności od polityki kredytowej instytucji. Za tym enigmatycznym stwierdzeniem kryje się na przykład ocena ryzyka, które bank jest gotów ponosić. - Ryzyko kredytów walutowych jest większe - tłumaczy Majtkowski - Banki muszą zabezpieczyć udzielane kredyty i mieć wystarczającą ilość waluty - dodaje.
Banki, które lubią ryzyko
Nie wszystkie są na to gotowe. Niektóre, bardziej konserwatywne instytucje w ogóle nie udzielają kredytów w walutach. Przykładem ING, którego rzeczniczka, Joanna Majer - Skorupa, podkreśla, że jej bank w takie akcje się nie angażuje.
Są jednak takie banki, dla których kredyty np. we franku to jedyny sposób na zaistnienie na rynku. - W innych obszarach byłoby im się zwyczajnie trudno wybić - mówi Majtkowski. Na rynku kredytów udzielanych w złotym czy euro jest za duża konkurencja, a banków proponujących franki jest niewiele.
Swoje robi też dostęp do obcej waluty. Paweł Majtkowski podaje przykład jednego z banków skandynawskich, który oferował kredyty denominowane w koronie. - Stały dopływ walut zapewniał mu bank-matka - tłumaczy Majtkowski. Także jednak ta oferta miała charakter niszowy i skierowana była przede wszystkim do osób pracujących w Polsce, ale zarabiających w koronach.
Coraz mniej w walutach
Kto wczytuje się w dane dotyczące rynku kredytów hipotecznych zauważy, że ich udział w całej puli powoli spada. Jeszcze w 2008 roku siedem z dziesięciu kredytów denominowanych było w walutach obcych. Rok temu zaledwie co czwarty. A w pierwszym kwartale tego roku 19,4 proc. Dlaczego?
Taka sytuacja wynika przede wszystkim z kolejnych regulacji rynku wprowadzanych przez Komisję Nadzoru Finansowego, zwanych rekomendacjami. Ze względu na duże ryzyko kursowe oraz groźbę wzrostu liczby zagrożonych kredytów KNF wprowadziła serię zmian, ograniczających dostęp do kredytów w walutach obcych.
Dzisiaj, żeby taki kredyt dostać, trzeba mieć znacznie większą zdolność kredytową niż jeszcze kilka lat temu. W wielu wypadkach musi być ona wyższa niż gdyby podobny kredyt zaciągać w złotym. To oczywiście przekłada się na niższe zainteresowanie takimi kredytami. Przykład? Kto zarabia 3,5 tys. netto, ten może liczyć na kredyt w złotym sięgający prawie 200 tys. zł. W przypadku franka 50 tys. zł mniej.
Tylko trzy banki we franku
Także klienci są dziś bardziej świadomi ryzyka, jakie wiąże się ze zmianami kursów walut. Wiedzą, że kto pożyczył w 2008 roku 300 tys. zł denominowane we franku szwajcarskim, dziś ma do oddania niemal pół miliona złotych. I to mimo regularnej spłaty rat. W sumie, jak wynika z wyliczeń Open Finance, wartość kredytu we frankach przerosła wartość mieszkania w 250 tys. przypadków.
W efekcie dzisiaj zaledwie kilka banków (Nordea, BPH, PKO BP i Deutsche Bank dla bardzo dobrze zarabiających) decyduje się na udzielanie kredytów we frankach. Banków udzielających kredytów w euro jest więcej, jednak także nie wszystkie się na to decydują.
Inna sprawa, że - jak podaje Open Finanse - rosnący kurs franka napędza popyt na takie kredyty. Im większy szum wokół tej waluty tym więcej chętnych, informują analitycy tej firmy. W kwietniu i maju frankowe kredyty na nieruchomości wnioskowane przez klientów Open Finance stanowiły już niemal 15 proc. wartości. Dla porównania, w ostatnich trzech miesiącach zeszłego roku wartość wnioskowanych kredytów nie przekraczała 10 proc.
Czy niewielki wybór kredytów w walutach może martwić? Tych, którzy mają w sobie żyłkę spekulanta, na pewno. W większości przypadków jednak ograniczenia przybliżają polski rynek kredytowy do sytuacji w krajach europejskich, gdzie z reguły pożycza się w tej walucie, w której się zarabia.
Był dolar, był jen...
Według danych Komisji Nadzoru Finansowego kredytów w walutach obcych mamy grubo ponad połowę. Jednak kto chce ryzykować, ma w tej chwili niewielki wybór. Większość kredytów walutowych udzielanych jest w euro. - Wcześniej mogliśmy obserwować ogromną popularność franka szwajcarskiego - dodaje Paweł Majtkowski z Expandera.
Na tych dwóch walutach w zasadzie katalog możliwości się wyczerpuje. W przeszłości było nieco inaczej. - Był dolar, w jednym z banków waluty skandynawskie - przypomina Majtkowski. Przez pewien czas udzielane były kredyty w japońskim jenie.
Przeminęło z frankiem
Konkretne liczby potwierdzają opinie obserwatorów rynku. Raport AMRON-SARFiN przygotowywany w oparciu o informacje podawane przez banki pokazuje, że kredyty w euro stanowiły nieco ponad 13 proc. wszystkich, we franku 6,1 proc., a w dolarze 0,1 proc.
Dlaczego banki nie decydują się na udzielanie kredytów w walutach innych niż euro czy frank? Decyzje podejmowane są przede wszystkim w zależności od polityki kredytowej instytucji. Za tym enigmatycznym stwierdzeniem kryje się na przykład ocena ryzyka, które bank jest gotów ponosić. - Ryzyko kredytów walutowych jest większe - tłumaczy Majtkowski - Banki muszą zabezpieczyć udzielane kredyty i mieć wystarczającą ilość waluty - dodaje.
Banki, które lubią ryzyko
Nie wszystkie są na to gotowe. Niektóre, bardziej konserwatywne instytucje w ogóle nie udzielają kredytów w walutach. Przykładem ING, którego rzeczniczka, Joanna Majer - Skorupa, podkreśla, że jej bank w takie akcje się nie angażuje.
Są jednak takie banki, dla których kredyty np. we franku to jedyny sposób na zaistnienie na rynku. - W innych obszarach byłoby im się zwyczajnie trudno wybić - mówi Majtkowski. Na rynku kredytów udzielanych w złotym czy euro jest za duża konkurencja, a banków proponujących franki jest niewiele.
Swoje robi też dostęp do obcej waluty. Paweł Majtkowski podaje przykład jednego z banków skandynawskich, który oferował kredyty denominowane w koronie. - Stały dopływ walut zapewniał mu bank-matka - tłumaczy Majtkowski. Także jednak ta oferta miała charakter niszowy i skierowana była przede wszystkim do osób pracujących w Polsce, ale zarabiających w koronach.
Coraz mniej w walutach
Kto wczytuje się w dane dotyczące rynku kredytów hipotecznych zauważy, że ich udział w całej puli powoli spada. Jeszcze w 2008 roku siedem z dziesięciu kredytów denominowanych było w walutach obcych. Rok temu zaledwie co czwarty. A w pierwszym kwartale tego roku 19,4 proc. Dlaczego?
Taka sytuacja wynika przede wszystkim z kolejnych regulacji rynku wprowadzanych przez Komisję Nadzoru Finansowego, zwanych rekomendacjami. Ze względu na duże ryzyko kursowe oraz groźbę wzrostu liczby zagrożonych kredytów KNF wprowadziła serię zmian, ograniczających dostęp do kredytów w walutach obcych.
Dzisiaj, żeby taki kredyt dostać, trzeba mieć znacznie większą zdolność kredytową niż jeszcze kilka lat temu. W wielu wypadkach musi być ona wyższa niż gdyby podobny kredyt zaciągać w złotym. To oczywiście przekłada się na niższe zainteresowanie takimi kredytami. Przykład? Kto zarabia 3,5 tys. netto, ten może liczyć na kredyt w złotym sięgający prawie 200 tys. zł. W przypadku franka 50 tys. zł mniej.
Tylko trzy banki we franku
Także klienci są dziś bardziej świadomi ryzyka, jakie wiąże się ze zmianami kursów walut. Wiedzą, że kto pożyczył w 2008 roku 300 tys. zł denominowane we franku szwajcarskim, dziś ma do oddania niemal pół miliona złotych. I to mimo regularnej spłaty rat. W sumie, jak wynika z wyliczeń Open Finance, wartość kredytu we frankach przerosła wartość mieszkania w 250 tys. przypadków.
W efekcie dzisiaj zaledwie kilka banków (Nordea, BPH, PKO BP i Deutsche Bank dla bardzo dobrze zarabiających) decyduje się na udzielanie kredytów we frankach. Banków udzielających kredytów w euro jest więcej, jednak także nie wszystkie się na to decydują.
Inna sprawa, że - jak podaje Open Finanse - rosnący kurs franka napędza popyt na takie kredyty. Im większy szum wokół tej waluty tym więcej chętnych, informują analitycy tej firmy. W kwietniu i maju frankowe kredyty na nieruchomości wnioskowane przez klientów Open Finance stanowiły już niemal 15 proc. wartości. Dla porównania, w ostatnich trzech miesiącach zeszłego roku wartość wnioskowanych kredytów nie przekraczała 10 proc.
Czy niewielki wybór kredytów w walutach może martwić? Tych, którzy mają w sobie żyłkę spekulanta, na pewno. W większości przypadków jednak ograniczenia przybliżają polski rynek kredytowy do sytuacji w krajach europejskich, gdzie z reguły pożycza się w tej walucie, w której się zarabia.
Zobacz także »
Oferta bezpośredniaBardzo ciekawie zaaranżowane mieszkanie, w ciepłym klimacie. Położone blisko Parku Łazienkowskiego.
Cena: 415 000 PLN
Oferta bezpośredniaKomfortowe dwupoziomowe mieszkanie. Do wprowadzenia z pełnym wyposażeniem.
Cena: 349 000 PLN
Oferta bezpośredniaAtrakcyjny dom o powierzchni 190 m2 w zabudowie szeregowej. W całym domu ogrzewanie podłogowe.
Cena: 749 000 PLN
Rynek pierwotnyOsiedle Na Wzgórzach to kompleks domków jednorodzinnych w zabudowie bliźniaczej.
Cena: 699 000 PLN
Rynek wtórnyDziałka budowlana położona w malowniczej miejscowości Lipków, na skraju Puszczy Kampinoskiej.
Cena: 495 000 PLN


odtwórz

























