W obronie kredytów walutowych
12.05.2010
, aktualizacja: 12.05.2010 15:27
Od ponad 3 lat instytucje nadzorujące polski rynek bankowy - obecnie jest to Komisja Nadzoru Finansowego - skutecznie ograniczają dostępność tanich kredytów hipotecznych w walutach obcych. Czy jest to słuszna polityka? - narzuca się dość naturalne w tej sytuacji pytanie.
ZOBACZ TAKŻE
- Kupić czy nie kupić BZ WBK? Oto jest pytanie! (07-06-10, 15:03)
- Gdzie po najkorzystniejszy kredyt mieszkaniowy w euro? (25-05-10, 10:50)
- Kredyt krok po kroku - wybór oferty kredytowej (11-05-10, 11:57)
- Supertajna, samobójcza broń banków - scoring (26-04-10, 13:23)
- Jak często zmienia się WIBOR w bankach? Sprawdź, kiedy mogą spaść Twoje raty kredytu! (20-04-10, 12:29)
- Alior Bank daje kredyt na 120 proc. wartości nieruchomości (19-04-10, 18:05)
- Kredyt hipoteczny - ile, w jakiej walucie i na jak długo? (08-04-10, 15:12)
- PKO BP dobrze rozliczał odsetki (08-04-10, 14:49)
- Greenspan: to nie kredyty dla biednych wywołały kryzys (07-04-10, 18:09)
Wszak Polacy tak bardzo pokochali franka, że przez lat kilka prawie nikt nie chciał słyszeć o zadłużeniu się w innej walucie. Co prawda z naszym ulubieńcem przyszło nam się pożegnać parę miesięcy temu, ale okazało się, że kredyt w EURO też jest bardzo atrakcyjny - oprocentowanie jest w tym wypadku niższe o min. 3 proc. wobec wariantu zadłużenia się w krajowej walucie. Banki coraz śmielej udzielają kredytów właśnie w EURO, na co rzecz jasna jest sporo chętnych. W tej sytuacji, pewnie przewidując poważne zagrożenie, KNF ogłosiła 3 miesiące temu Rekomendację T, która wycina niemal w pień wszystkie kredyty walutowe. Widząc tak wyraźną sprzeczność interesów, spróbujmy znaleźć odpowiedź na pytanie :
Kto ma rację? Banki i klienci czy KNF?
Otóż, nauczono mnie w szkole, że wszelkie niestandardowe działania wypada sensownie uzasadnić. Dotyczy to również zakazów i ograniczeń. Porządek oczywiście musi być, ale też dany zakaz musi mieć jakiś sens.
Wśród wielu krajowych ekspertów opowiadających się za ograniczeniem dostępności kredytów walutowych panuje jednakowa opinia odnośnie powodu takiej profilaktyki. No cóż, dajmy im się wypowiedzieć. Szanowni Eksperci, proponuję dla Was prosty temat maturalny (wszak sezon maturalny mamy w pełni) pod tytułem :
Uzasadnij poniższą wypowiedź :
Bierz kredyt wyłącznie w tej walucie, w której uzyskujesz dochód.
Co jest, Panowie Eksperci? Jakoś nie widzę, abyście sprawnie zabierali się do pisania wypracowania na zadany temat. Czyżby więc powyższe hasło, które wykuliście na pamięć i powtarzacie jak mantrę, było tylko pustosłowiem? A nie, przepraszam, widzę jak ktoś z sali podnosi rękę. Proszę - Panie Ekspercie. Dlaczego, proszę Pana, ciągle słyszmy w Waszych wypowiedziach cytowane powyżej stwierdzenie?
-"Otóż powinniśmy brać kredyt w złotówkach, bo jest to kredyt bezpieczny"
Zdanie to wypowiedział parę dni temu w TVN 24 jeden z Wielkich Guru d/s Ograniczeń Dostępności Kredytów Walutowych. No tak, teraz już wszystko rozumiem Dlaczego samochody szwedzkie są tak piekielnie drogie? Bo są bezpieczne! Właśnie mam przed sobą instrukcje auta VOLVO S 80 rocznik 2010. Wchodzimy do rozdziału p.t. "Bezpieczeństwo" Czegóż tu nie ma!
To nie tylko kilkanaście poduszek powietrznych. W tym - boczne, dwukomorowe oraz kurtyny powietrzne.. Mamy tu jeszcze wiele innych, mało znanych z nazwy zabezpieczeń, jak n.p. reflektory aktywne ABL, system inteligentnego informowania kierowcy IDIS, a także różne specjalistyczne układy (SIPS, WHIPS, ACC, LWD, DAC, DSTC), z których każdy przed czymś tam zabezpiecza. Już wiemy więc, dlaczego samochody marki VOLVO kosztują zazwyczaj 2 razy drożej od aut o podobnych gabarytach produkowanych przez Fiata czy Seata. Wybierając VOLVO kupujemy samochód bardzo bezpieczny i za to musimy słono zapłacić.
Powróćmy na rynek kredytowy. Teraz już jest wszystko jasne! Musimy brać kredyt w złotówkach i sporo przepłacać bo jest to kredyt bezpieczny. Szybko otwieramy instrukcję kredytu hipotecznego w Banku X, szukając rozdziału dotyczącego zabezpieczeń, jakie daje nam kredyt w złotówkach. Nie ma nic. Zaglądamy do kolejnej instrukcji. Może tu znajdziemy te specjalne zabezpieczenia, które tak dużo nas kosztują ? Może będzie to czujnik spłacania? Może kredyt ma wmontowany system SS, czyli Samo - Spłaty? A może dostaniemy w pakiecie regulator zbędnych wydatków? Albo też mamy nowoczesny kredyt wyposażony w AHZIK? Czyli w Automatyczny Hamulec Zaciągania Innych Kredytów. Nic z tych rzeczy Nasuwa się więc pytanie :
Na czym więc polega "bezpieczeństwo" kredytu udzielonego w polskiej walucie?
W czymże bezpieczniejszy jest wieloletni dług w złotówkach wobec tańszych "zagranicznych" zamienników? No bo przecież nie ma najmniejszej logiki w rozumowaniu, że w sytuacji kłopotów finansowych kredytobiorcy, łatwiej będzie wysupłać zaskórniaki na ratę kredytu w PLN, niż o kilkaset złotych mniej na ratę kredytu w EURO czy w CHF. Bowiem tani kredyt, z niższą ratą, jest łatwiej spłacić niż kredyt droższy - to dość oczywiste stwierdzenie. A więc, z punktu widzenia bezpieczeństwa kredytobiorcy, winniśmy wybierać kredyt tańszy. Czyli - walutowy. Pod tym względem jest on więc też lepszy (czytaj : bezpieczniejszy) dla banku. Mamy tu jeszcze jeden argument potwierdzający tę tezę, otóż na kredytach walutowych bank znacznie więcej zarabia!
Dochód osiągany jest w tym wypadku nie tylko z tytułu marży, ale i na różnicach kursowych (zwanych fachowo spreadem), co jest oczywiście niemożliwe przy kredycie złotówkowym. A przecież, im wyższy jest zysk banku przy terminowej spłacie zobowiązania danego typu, tym mniejsze ryzyko poniesionych strat przez kredytodawcę! Przeczytamy o tym w każdym podręczniku do bankowości. I to już w pierwszym rozdziale
Jak pokazał 2009 rok, chyba najgorszy dla polskiej gospodarki w ostatnim dziesięcioleciu - ani przez chwilę nie był zagrożony portfel kredytów hipotecznych. Te wciąż spłacają się wyśmienicie. Toteż widać, że obawy, że znaczące osłabienie złotówki może negatywnie wpłynąć na jakość portfela udzielonych kredytów hipotecznych,(z których pewnie co najmniej połowa były to kredyty we frankach) okazały się bezpodstawne.
Może więc ja spróbuję wyjaśnić, dlaczego powstało hasło, aby brać kredyty w ojczystej walucie. Pewnie jest to relikt zamierzchłych czasów, kiedy niepowiązane ze sobą gospodarki różnych krajów miały bardzo różną kondycję. W związku z powyższym - nawet i teraz - zdecydowanie nie powinniśmy nawet myśleć o kredycie w juanach, rupiach, jenach czy też w brazylijskich realach. Podobnie odradzałbym kredyt w dolarach USA. Ale obawianie się, że kurs EURO i PLN rozjedzie się bardzo - i to na niekorzyść złotówki - to już gruba przesada! Szczególnie, że cały Euroland ledwie zipie, a nasza gospodarka należy do najmocniejszych w Europie. Powtarzające się wahania kursów pomiędzy tymi walutami spowodowane są głównie działaniami finansowych spekulantów; ale przecież oni też muszą z czegoś żyć! Jednak po okresie mocnych wzrostów następują spadki, czyli wszystko wraca do normy. Można więc domniemywać, że nasza waluta wobec EURO będzie się umacniać - taka jest przynajmniej moja opinia. Udzielony dziś kredyt w EURO (przy obecnym kursie ok. 4 zł) zacznie nam dopiero doskwierać,
jeśli EURO podskoczy do poziomu 5,5 zł. Czy tego mamy się bać?
To tyle o bezpieczeństwie kredytów w EURO. Z mojej dość długiej tyrady można by wywnioskować, że jestem entuzjastą zaciągania kredytów w EURO w każdej sytuacji. Nic z tych rzeczy! Generalnie są dokładnie trzy przeciwwskazania do zaciągania kredytu w EURO (czy też innej taniej europejskiej walucie) :
Kiedy złotówka jest bardzo mocna wobec planowanej waluty kredytu. Taką sytuacje mieliśmy w okresie VI - VI 2008, kiedy to frank spadał momentami poniżej 2 zł. Wtedy też wszystkich klientów przestrzegałem przed zadłużaniem się w tej walucie. W podobnym okresie optymalna taktyka jest prosta - trzeba wziąć na jakiś czas kredyt w PLN, a przewalutować wtedy, kiedy złotówka się osłabi.
Kiedy marża kredytu w walucie jest zbyt wysoka. Obecnie nie polecam zaciągania kredytów w EURO jeśli bank nam zaproponuje kredyt z marżą powyżej 3%, a optymalnie było by uzyskać taki kredyt z marżą na poziomie 2,5% (według danych na maj 2010).
Kiedy planujemy w bliskiej przyszłości spłatę całości lub znaczącej części kredytu. Na przykład poprzez sprzedaż innej nieruchomości. Otóż, w takiej sytuacji, oszczędności na kilku lub kilkunastu ratach nie zrekompensują nam straty na spreadzie, dotyczy to nadpłacanej kwoty. Jeśli więc liczymy, że w bliskiej przyszłości nadpłacimy 300 000 zł, przechodząc przez kredyt walutowy (bank uruchomi nam kredyt po kursie kupna, a spłata nastąpi po wyższym o ok..10% kursie sprzedaży), to na różnicach kursowych możemy dołożyć coś koło 30 000 zł.
Jeśli więc planujemy wkrótce zakup nieruchomości z udziałem kredytu i nie mamy w planach szybkiej znaczącej nadpłaty, to powinniśmy z całą pewnością wybrać kredyt w EURO. Patrząc jednak, jaką ofertę dostaniemy od banku. Ot i cała filozofia
Proste jak drut i na dodatek - bardzo skuteczne.
Dajmy jeszcze jedną szansę na obronę swojego stanowiska moim oponentom. Wróćmy do okresu sprzed 2 lat, to jest VI - VII 2008, kiedy to złotówka była prawie tak silna jak Pudzian.
Spójrzmy jednak, co działo się z kredytem nieszczęsnego kredytobiorcy, który się zadłużył we frankach w lipcu 2008 na kwotę 300 tys. zł. Ów człowiek nie słuchał mądrych rad, ale też znał swoją sytuację finansową i ocenił, że szansy na wcześniejszą spłatę to on nie ma. Jedynym istotnym parametrem dlań była więc wysokość miesięcznej raty, dlatego wybrał franki. W tej chwili do spłaty pechowiec ten ma już prawie 450 000 zł (przeliczając zadłużenie po obecnym kursie franka) . Ale przecież bohater tego akapitu wcale nie zamierza spłacać całości zadłużenia! Tylko kolejną ratę - zgodnie z tym, do czego zobowiązuje go umowa kredytowa. Otóż, przy wariancie kredytu na lat 30, obecna rata kredytu wyniesie go ok. 1500 zł. Co by było jednak, gdyby ów biedaczek przed dwoma laty zdecydował się na kredyt w PLN i wytrwał do dziś w tej decyzji? Idąc do banku z wpłatą kolejnej raty musiałby dziś wysupłać coś ponad 1600 zł, tu też oczywiście przyjąłem wersję kredytu na 30 lat. Czyli pomimo faktu, że kredyt w walucie obcej został zaciągnięty w najgorszym możliwym momencie, w opisanej sytuacji nasz bohater przez dwa lata zaoszczędził na spłacie pewnie blisko 10 000 zł (w porównaniu do kosztów spłaty kredytu złotówkowego), a i teraz ma ratę i tak niższą o 100 zł! A więc ciągle zarabia na tym, że podjął 2 lata temu decyzję o wyborze franka jako waluty kredytu.
Kończąc niniejszą publikację, pozwolę sobie jeszcze skierować dwa słowa bezpośrednio do przeciwników udzielania kredytów walutowych.
Szanowni Wielcy Eksperci ds. Ograniczeń Kredytów Hipotecznych w EURO!
Niniejszą publikacją rzucam Wam rękawicę! Być może nie mam racji, twierdząc, że ograniczenie akcji kredytowej w EURO jest obecnie kompletnie nieuzasadnione. Biorąc pod uwagę Wasze wypowiedzi, a przede wszystkim treść Rekomendacji T - widać, że macie w tej kwestii zgoła odmienne zdanie. Proszę więc o argumenty. Choćby jeden. I proszę się tylko nie powoływać na upadek Lehman Brothers. Na ten numer nie damy się nabrać po raz drugi
Kto ma rację? Banki i klienci czy KNF?
Otóż, nauczono mnie w szkole, że wszelkie niestandardowe działania wypada sensownie uzasadnić. Dotyczy to również zakazów i ograniczeń. Porządek oczywiście musi być, ale też dany zakaz musi mieć jakiś sens.
Wśród wielu krajowych ekspertów opowiadających się za ograniczeniem dostępności kredytów walutowych panuje jednakowa opinia odnośnie powodu takiej profilaktyki. No cóż, dajmy im się wypowiedzieć. Szanowni Eksperci, proponuję dla Was prosty temat maturalny (wszak sezon maturalny mamy w pełni) pod tytułem :
Co jest, Panowie Eksperci? Jakoś nie widzę, abyście sprawnie zabierali się do pisania wypracowania na zadany temat. Czyżby więc powyższe hasło, które wykuliście na pamięć i powtarzacie jak mantrę, było tylko pustosłowiem? A nie, przepraszam, widzę jak ktoś z sali podnosi rękę. Proszę - Panie Ekspercie. Dlaczego, proszę Pana, ciągle słyszmy w Waszych wypowiedziach cytowane powyżej stwierdzenie?
-"Otóż powinniśmy brać kredyt w złotówkach, bo jest to kredyt bezpieczny"
Zdanie to wypowiedział parę dni temu w TVN 24 jeden z Wielkich Guru d/s Ograniczeń Dostępności Kredytów Walutowych. No tak, teraz już wszystko rozumiem Dlaczego samochody szwedzkie są tak piekielnie drogie? Bo są bezpieczne! Właśnie mam przed sobą instrukcje auta VOLVO S 80 rocznik 2010. Wchodzimy do rozdziału p.t. "Bezpieczeństwo" Czegóż tu nie ma!
To nie tylko kilkanaście poduszek powietrznych. W tym - boczne, dwukomorowe oraz kurtyny powietrzne.. Mamy tu jeszcze wiele innych, mało znanych z nazwy zabezpieczeń, jak n.p. reflektory aktywne ABL, system inteligentnego informowania kierowcy IDIS, a także różne specjalistyczne układy (SIPS, WHIPS, ACC, LWD, DAC, DSTC), z których każdy przed czymś tam zabezpiecza. Już wiemy więc, dlaczego samochody marki VOLVO kosztują zazwyczaj 2 razy drożej od aut o podobnych gabarytach produkowanych przez Fiata czy Seata. Wybierając VOLVO kupujemy samochód bardzo bezpieczny i za to musimy słono zapłacić.
Powróćmy na rynek kredytowy. Teraz już jest wszystko jasne! Musimy brać kredyt w złotówkach i sporo przepłacać bo jest to kredyt bezpieczny. Szybko otwieramy instrukcję kredytu hipotecznego w Banku X, szukając rozdziału dotyczącego zabezpieczeń, jakie daje nam kredyt w złotówkach. Nie ma nic. Zaglądamy do kolejnej instrukcji. Może tu znajdziemy te specjalne zabezpieczenia, które tak dużo nas kosztują ? Może będzie to czujnik spłacania? Może kredyt ma wmontowany system SS, czyli Samo - Spłaty? A może dostaniemy w pakiecie regulator zbędnych wydatków? Albo też mamy nowoczesny kredyt wyposażony w AHZIK? Czyli w Automatyczny Hamulec Zaciągania Innych Kredytów. Nic z tych rzeczy Nasuwa się więc pytanie :
Na czym więc polega "bezpieczeństwo" kredytu udzielonego w polskiej walucie?
W czymże bezpieczniejszy jest wieloletni dług w złotówkach wobec tańszych "zagranicznych" zamienników? No bo przecież nie ma najmniejszej logiki w rozumowaniu, że w sytuacji kłopotów finansowych kredytobiorcy, łatwiej będzie wysupłać zaskórniaki na ratę kredytu w PLN, niż o kilkaset złotych mniej na ratę kredytu w EURO czy w CHF. Bowiem tani kredyt, z niższą ratą, jest łatwiej spłacić niż kredyt droższy - to dość oczywiste stwierdzenie. A więc, z punktu widzenia bezpieczeństwa kredytobiorcy, winniśmy wybierać kredyt tańszy. Czyli - walutowy. Pod tym względem jest on więc też lepszy (czytaj : bezpieczniejszy) dla banku. Mamy tu jeszcze jeden argument potwierdzający tę tezę, otóż na kredytach walutowych bank znacznie więcej zarabia!
Dochód osiągany jest w tym wypadku nie tylko z tytułu marży, ale i na różnicach kursowych (zwanych fachowo spreadem), co jest oczywiście niemożliwe przy kredycie złotówkowym. A przecież, im wyższy jest zysk banku przy terminowej spłacie zobowiązania danego typu, tym mniejsze ryzyko poniesionych strat przez kredytodawcę! Przeczytamy o tym w każdym podręczniku do bankowości. I to już w pierwszym rozdziale
Jak pokazał 2009 rok, chyba najgorszy dla polskiej gospodarki w ostatnim dziesięcioleciu - ani przez chwilę nie był zagrożony portfel kredytów hipotecznych. Te wciąż spłacają się wyśmienicie. Toteż widać, że obawy, że znaczące osłabienie złotówki może negatywnie wpłynąć na jakość portfela udzielonych kredytów hipotecznych,(z których pewnie co najmniej połowa były to kredyty we frankach) okazały się bezpodstawne.
Może więc ja spróbuję wyjaśnić, dlaczego powstało hasło, aby brać kredyty w ojczystej walucie. Pewnie jest to relikt zamierzchłych czasów, kiedy niepowiązane ze sobą gospodarki różnych krajów miały bardzo różną kondycję. W związku z powyższym - nawet i teraz - zdecydowanie nie powinniśmy nawet myśleć o kredycie w juanach, rupiach, jenach czy też w brazylijskich realach. Podobnie odradzałbym kredyt w dolarach USA. Ale obawianie się, że kurs EURO i PLN rozjedzie się bardzo - i to na niekorzyść złotówki - to już gruba przesada! Szczególnie, że cały Euroland ledwie zipie, a nasza gospodarka należy do najmocniejszych w Europie. Powtarzające się wahania kursów pomiędzy tymi walutami spowodowane są głównie działaniami finansowych spekulantów; ale przecież oni też muszą z czegoś żyć! Jednak po okresie mocnych wzrostów następują spadki, czyli wszystko wraca do normy. Można więc domniemywać, że nasza waluta wobec EURO będzie się umacniać - taka jest przynajmniej moja opinia. Udzielony dziś kredyt w EURO (przy obecnym kursie ok. 4 zł) zacznie nam dopiero doskwierać,
jeśli EURO podskoczy do poziomu 5,5 zł. Czy tego mamy się bać?
To tyle o bezpieczeństwie kredytów w EURO. Z mojej dość długiej tyrady można by wywnioskować, że jestem entuzjastą zaciągania kredytów w EURO w każdej sytuacji. Nic z tych rzeczy! Generalnie są dokładnie trzy przeciwwskazania do zaciągania kredytu w EURO (czy też innej taniej europejskiej walucie) :
Jeśli więc planujemy wkrótce zakup nieruchomości z udziałem kredytu i nie mamy w planach szybkiej znaczącej nadpłaty, to powinniśmy z całą pewnością wybrać kredyt w EURO. Patrząc jednak, jaką ofertę dostaniemy od banku. Ot i cała filozofia
Proste jak drut i na dodatek - bardzo skuteczne.
Dajmy jeszcze jedną szansę na obronę swojego stanowiska moim oponentom. Wróćmy do okresu sprzed 2 lat, to jest VI - VII 2008, kiedy to złotówka była prawie tak silna jak Pudzian.
Spójrzmy jednak, co działo się z kredytem nieszczęsnego kredytobiorcy, który się zadłużył we frankach w lipcu 2008 na kwotę 300 tys. zł. Ów człowiek nie słuchał mądrych rad, ale też znał swoją sytuację finansową i ocenił, że szansy na wcześniejszą spłatę to on nie ma. Jedynym istotnym parametrem dlań była więc wysokość miesięcznej raty, dlatego wybrał franki. W tej chwili do spłaty pechowiec ten ma już prawie 450 000 zł (przeliczając zadłużenie po obecnym kursie franka) . Ale przecież bohater tego akapitu wcale nie zamierza spłacać całości zadłużenia! Tylko kolejną ratę - zgodnie z tym, do czego zobowiązuje go umowa kredytowa. Otóż, przy wariancie kredytu na lat 30, obecna rata kredytu wyniesie go ok. 1500 zł. Co by było jednak, gdyby ów biedaczek przed dwoma laty zdecydował się na kredyt w PLN i wytrwał do dziś w tej decyzji? Idąc do banku z wpłatą kolejnej raty musiałby dziś wysupłać coś ponad 1600 zł, tu też oczywiście przyjąłem wersję kredytu na 30 lat. Czyli pomimo faktu, że kredyt w walucie obcej został zaciągnięty w najgorszym możliwym momencie, w opisanej sytuacji nasz bohater przez dwa lata zaoszczędził na spłacie pewnie blisko 10 000 zł (w porównaniu do kosztów spłaty kredytu złotówkowego), a i teraz ma ratę i tak niższą o 100 zł! A więc ciągle zarabia na tym, że podjął 2 lata temu decyzję o wyborze franka jako waluty kredytu.
Kończąc niniejszą publikację, pozwolę sobie jeszcze skierować dwa słowa bezpośrednio do przeciwników udzielania kredytów walutowych.
Szanowni Wielcy Eksperci ds. Ograniczeń Kredytów Hipotecznych w EURO!
Niniejszą publikacją rzucam Wam rękawicę! Być może nie mam racji, twierdząc, że ograniczenie akcji kredytowej w EURO jest obecnie kompletnie nieuzasadnione. Biorąc pod uwagę Wasze wypowiedzi, a przede wszystkim treść Rekomendacji T - widać, że macie w tej kwestii zgoła odmienne zdanie. Proszę więc o argumenty. Choćby jeden. I proszę się tylko nie powoływać na upadek Lehman Brothers. Na ten numer nie damy się nabrać po raz drugi
Zobacz także »
Oferta bezpośredniaBardzo ciekawie zaaranżowane mieszkanie, w ciepłym klimacie. Położone blisko Parku Łazienkowskiego.
Cena: 415 000 PLN
Oferta bezpośredniaKomfortowe dwupoziomowe mieszkanie. Do wprowadzenia z pełnym wyposażeniem.
Cena: 349 000 PLN
Oferta bezpośredniaAtrakcyjny dom o powierzchni 190 m2 w zabudowie szeregowej. W całym domu ogrzewanie podłogowe.
Cena: 749 000 PLN
Rynek pierwotnyOsiedle Na Wzgórzach to kompleks domków jednorodzinnych w zabudowie bliźniaczej.
Cena: 699 000 PLN
Rynek wtórnyDziałka budowlana położona w malowniczej miejscowości Lipków, na skraju Puszczy Kampinoskiej.
Cena: 495 000 PLN


























