Kulisy kradzieży projektu domu jednorodzinnego
13.02.2012
, aktualizacja: 13.02.2012 12:53
W dobie dywagacji nad wolnością w internecie i zapisami ACTA, przeprowadziłem mały eksperyment: znanemu krakowskiemu architektowi Leszkowi Kalandykowi pobrałem z jego firmowej strony bez jego wiedzy projekt domku jednorodzinnego. Następnie przy pomocy freewarowych programów graficznych zmieniłem projekt i wystawiłem na sprzedaż. Bez większych problemów można komuś ukraść jego własność intelektualną i jeszcze na tym zarobić.
ZOBACZ TAKŻE
- Inteligentne domy jednorodzinne (06-02-12, 16:11)
- Tańsze mieszkania z wyprzedaży (02-02-12, 13:54)
Nikt chyba nie zaprzeczy, że projekt domku jednorodzinnego objęty jest prawami autorskimi. Jak je naruszyłem? Wszedłem na stronę www.lk-projekt i skopiowałem wszystkie dostępne zdjęcia oraz opisy projektu domu autorstwa Leszka Kalandyka. W oryginale projekt wyglądał tak:

Po moich przeróbkach wygląda tak:

Podobnie przerobiłem układ wnętrz - oryginał "A"

Po "przeróbkach" (B):

Co zmieniłem: dostawiłem kolumny z przodu budynku, powiększyłem okno w dachu. Taras z tyłu budynku jest u mnie bardzo duży. Kuchnia w wersji zhakowanej ma wejście od strony salonu. Ma też spiżarkę z osobnym wejściem. W korytarzu jest inaczej pomyślany kącik na ubrania. Celowo pokazuję oryginały i "podróbki".
Przed publikacją tekstu pokazałem moje podróbki znajomym i - jak się okazało - wszyscy byli pewni, że oglądają różne budynki.
Czy łatwo ukraść projekt domu?
Bardzo łatwo. Pobrałem bryłę budynku i wymiary. Rzecz jasna projekt nie składa się jedynie z wizualizacji. Zawiera np. niedostępne na stronie architekta projekty instalacji. Nie przejmowałem się tym. Projekt wyślę do kilku firm instalacyjnych, które montują np. wodne ogrzewanie podłogowe. Dostanę rysunek z przebiegiem rur wodnych oraz wykazem wszystkich elementów składowych systemu: piec, rozdzielacze wodne itd.
Gdybym chciał w tym domu zainstalować ogrzewanie elektryczne - firma u której zamówię grzejniki lub kable grzejne nie dość, że obliczy mi moc dla poszczególnych pomieszczeń, ale również naniesie wszystkie dane jakie wymagane są, aby projekt urzędowo zgłosić do realizacji.
Na stronach większości producentów materiałów budowlanych znajdę program wyliczający zużycie pustaków oraz pobiorę wszystkie wskazówki wykonawcze wymagane prawem budowlanym. Otrzymam również wszystkie dane dotyczące izolacyjności.
Zwykły haker kupuje jeden projekt domu (w wersji elektronicznej) i zdoła wyprodukować nieograniczoną liczbę wariantów. Haker z minimalną wiedzą budowlaną poradzi sobie dziś w sieci bez konieczności kupna całego projektu.
Co na to ACTA?
Ukradłem (pobrałem?) architektowi ideę. Bryła jego budynku kryje w sobie nie tylko "myśl artysty" lecz również dużą wiedzę techniczną (np. obliczenia wytrzymałościowe itd.). Pan Kalandyk jest dyplomowanym architektem. Ja zwykłym technikiem budowlanym. Mnie akurat technika nie sprawia kłopotu. Potrzebuję architektonicznej wizji.
Dla ułatwienia, w obu projektach nie dokonałem żadnych zmian dotyczących konstrukcji budynku. Mój "zhakowany" projekt przejdzie każdą weryfikację urzędową. Ba! W stosunku do oryginału - "moje" ściany mogą być np. cieplejsze. Okna jakie wybiorę (a każdy mailowy kontakt z dowolnym producentem zaowocuje zarówno rysunkami jak i danymi technicznymi) będą np. bardziej energooszczędne.
Jeśli swój projekt prześlę do firmy montującej (z dotacjami unijnymi) zestawy solarne - otrzymam gotowe następne rysunki, które są urzędowo wymagane do uruchomienia dotacji. Swój projekt dodatkowo zareklamuję zatem jako "gotów do tańszego ogrzewania". Ponieważ pracuję samodzielnie i w zasadzie nie muszę ruszyć się sprzed komputera - mój projekt może kosztować 400 pln. Oryginał kosztuje niecałe 2000 pln.
Może warto z pułapu ogólnej dyskusji o ACTA przejść do poziomu obrony własności intelektualnej konkretnych osób? Jak zabezpieczyć własne projekty, by móc obronić się przed kradzieżą? Sieć zmieniła całkowicie nasze dotychczasowe "rozumienie" praw własności intelektualnej. Projekt ACTA to moim zdaniem ostatnia rozpaczliwa próba wciśnięcia pojęć XX wieku w bezmiar ewolucji internetu.
W moim rozumieniu, idea ACTA sprowadza się do prostej zależności: jeżeli kopiujesz coś, co stworzył ktoś inny, autor powinien czerpać z tego dochód. Jak na razie nie udało się tej zależności sformalizować ani praktycznie wyegzekwować.
Dlaczego dziś przy istniejącym prawie autorskim architekci nie pozywają złodziei do sądu? Czy jestem jedynym, który akurat dziś "podebrał" cudzy projekt? Musi nastąpić jakaś nowa jakość w odróżnieniu pracy Leszka Kalandyka i mojej. Jaka? Oto istota problemu.
P.S.
Publicznie przepraszam Leszka Kalandyka - architekta, któremu ze strony: www.lk-projekt ukradłem (brzydzę się najmodniejszym ostatnio zwrotem "pobrałem") jego autorskie projekty domów. Oświadczam iż kradzieży dokonałem wyłącznie na potrzeby tego tekstu.

Po moich przeróbkach wygląda tak:

Podobnie przerobiłem układ wnętrz - oryginał "A"

Po "przeróbkach" (B):

Co zmieniłem: dostawiłem kolumny z przodu budynku, powiększyłem okno w dachu. Taras z tyłu budynku jest u mnie bardzo duży. Kuchnia w wersji zhakowanej ma wejście od strony salonu. Ma też spiżarkę z osobnym wejściem. W korytarzu jest inaczej pomyślany kącik na ubrania. Celowo pokazuję oryginały i "podróbki".
Przed publikacją tekstu pokazałem moje podróbki znajomym i - jak się okazało - wszyscy byli pewni, że oglądają różne budynki.
Czy łatwo ukraść projekt domu?
Bardzo łatwo. Pobrałem bryłę budynku i wymiary. Rzecz jasna projekt nie składa się jedynie z wizualizacji. Zawiera np. niedostępne na stronie architekta projekty instalacji. Nie przejmowałem się tym. Projekt wyślę do kilku firm instalacyjnych, które montują np. wodne ogrzewanie podłogowe. Dostanę rysunek z przebiegiem rur wodnych oraz wykazem wszystkich elementów składowych systemu: piec, rozdzielacze wodne itd.
Gdybym chciał w tym domu zainstalować ogrzewanie elektryczne - firma u której zamówię grzejniki lub kable grzejne nie dość, że obliczy mi moc dla poszczególnych pomieszczeń, ale również naniesie wszystkie dane jakie wymagane są, aby projekt urzędowo zgłosić do realizacji.
Na stronach większości producentów materiałów budowlanych znajdę program wyliczający zużycie pustaków oraz pobiorę wszystkie wskazówki wykonawcze wymagane prawem budowlanym. Otrzymam również wszystkie dane dotyczące izolacyjności.
Zwykły haker kupuje jeden projekt domu (w wersji elektronicznej) i zdoła wyprodukować nieograniczoną liczbę wariantów. Haker z minimalną wiedzą budowlaną poradzi sobie dziś w sieci bez konieczności kupna całego projektu.
Co na to ACTA?
Ukradłem (pobrałem?) architektowi ideę. Bryła jego budynku kryje w sobie nie tylko "myśl artysty" lecz również dużą wiedzę techniczną (np. obliczenia wytrzymałościowe itd.). Pan Kalandyk jest dyplomowanym architektem. Ja zwykłym technikiem budowlanym. Mnie akurat technika nie sprawia kłopotu. Potrzebuję architektonicznej wizji.
Dla ułatwienia, w obu projektach nie dokonałem żadnych zmian dotyczących konstrukcji budynku. Mój "zhakowany" projekt przejdzie każdą weryfikację urzędową. Ba! W stosunku do oryginału - "moje" ściany mogą być np. cieplejsze. Okna jakie wybiorę (a każdy mailowy kontakt z dowolnym producentem zaowocuje zarówno rysunkami jak i danymi technicznymi) będą np. bardziej energooszczędne.
Jeśli swój projekt prześlę do firmy montującej (z dotacjami unijnymi) zestawy solarne - otrzymam gotowe następne rysunki, które są urzędowo wymagane do uruchomienia dotacji. Swój projekt dodatkowo zareklamuję zatem jako "gotów do tańszego ogrzewania". Ponieważ pracuję samodzielnie i w zasadzie nie muszę ruszyć się sprzed komputera - mój projekt może kosztować 400 pln. Oryginał kosztuje niecałe 2000 pln.
Może warto z pułapu ogólnej dyskusji o ACTA przejść do poziomu obrony własności intelektualnej konkretnych osób? Jak zabezpieczyć własne projekty, by móc obronić się przed kradzieżą? Sieć zmieniła całkowicie nasze dotychczasowe "rozumienie" praw własności intelektualnej. Projekt ACTA to moim zdaniem ostatnia rozpaczliwa próba wciśnięcia pojęć XX wieku w bezmiar ewolucji internetu.
W moim rozumieniu, idea ACTA sprowadza się do prostej zależności: jeżeli kopiujesz coś, co stworzył ktoś inny, autor powinien czerpać z tego dochód. Jak na razie nie udało się tej zależności sformalizować ani praktycznie wyegzekwować.
Dlaczego dziś przy istniejącym prawie autorskim architekci nie pozywają złodziei do sądu? Czy jestem jedynym, który akurat dziś "podebrał" cudzy projekt? Musi nastąpić jakaś nowa jakość w odróżnieniu pracy Leszka Kalandyka i mojej. Jaka? Oto istota problemu.
P.S.
Publicznie przepraszam Leszka Kalandyka - architekta, któremu ze strony: www.lk-projekt ukradłem (brzydzę się najmodniejszym ostatnio zwrotem "pobrałem") jego autorskie projekty domów. Oświadczam iż kradzieży dokonałem wyłącznie na potrzeby tego tekstu.
Zobacz także »
Najczęściej czytane24 htydzień




























