Wyszukiwarka nieruchomości

Kiedy spadną ceny mieszkań?

Piotr Miączyński
15.02.2007 , aktualizacja: 19.02.2007 15:19
A A A Drukuj
- Spadek cen mieszkań? Teraz to raczej niemożliwe - twierdzą specjaliści. - Ale za dwa, trzy lata ceny prawdopodobnie się zatrzymają
Spadek cen mieszkań? Teraz to raczej niemożliwe - twierdzą specjaliści. - Ale za dwa, trzy lata ceny prawdopodobnie się zatrzymają
Fot. Alina Gajdamowicz / AG
Spadek cen mieszkań? Teraz to raczej niemożliwe - twierdzą specjaliści. - Ale za dwa, trzy lata ceny prawdopodobnie się zatrzymają
Podyskutuj na forum >>

Przyczyny szalonego wzrostu cen są zdiagnozowane od dawna. Popyt jest duży, bo w kraju brakuje przynajmniej miliona mieszkań. Nowe buduje się z oporami - co wynika m.in. z braku planów zagospodarowania przestrzennego. Dla przykładu w Warszawie plany zagospodarowania przestrzennego są dla ok. 15 proc. powierzchni miasta, a Krakowie - 10 proc.

Ceny rosną, bo oprocentowanie kredytów jest niskie, a banki pożyczają duże sumy niemal każdemu, kto może się wykazać stałymi dochodami. Na dodatek zakupy podkręcane są przez psychozę pod hasłem: kup dzisiaj, bo jutro będzie drożej. I faktycznie ceny rosną z miesiąca na miesiąc - nawet o kilkanaście procent!

Jak długo to jeszcze potrwa? Cenowy sufit, przy którym ludzi nie będzie już stać na mieszkaniowe zakupy, zaczyna się zdaniem Macieja Dymkowskiego z internetowego serwisu nieruchomościowego Tabelaofert.pl przy kwocie 9-9,5 tys. zł. Warszawiakom czy wrocławianom do tego poziomu zostało już niewiele. W styczniu średnia cena m kw. w stolicy osiągnęła pułap 7843 zł. (wzrost w stosunku do grudnia o 6,6 proc. - źródło redNet Property Consulting). We Wrocławiu 7206 zł (wzrost w stosunku do grudnia o 8,4 proc.)

Rynek należy do deweloperów

Ubiegłoroczna skala podwyżek ucieszyła deweloperów i pośredników, ale kieszeń przeciętnego Kowalskiego naraziła na nie lada wyzwanie. Wystarczy przypomnieć, że za najbardziej poszukiwane dwupokojowe mieszkanie (ok. 55 m kw.) w Warszawie trzeba dziś zapłacić o co najmniej 70 tys. zł więcej niż rok temu, a w Krakowie nawet 100 tys. zł więcej!

Potężne podwyżki dotknęły nie tylko nowych mieszkań, ale szybko przeniosły się na rynek wtórny. Później gorączka rosnących cen zaczęła wpływać na działki budowlane w okolicy do 30 km od miasta. I te również zdrożały w ciągu ostatnich 12 miesięcy przynajmniej o połowę. Dlaczego? Bo część osób uznała, że przy tak wygórowanych cenach mieszkań lepiej zdecydować się na budowę domu.

Jak na razie ceny rosną przede wszystkim w dużych miastach. Nic dziwnego - według firmy Reas zajmującej się analizą rynku mieszkaniowego budownictwo obecnie koncentruje się w sześciu największych aglomeracjach Polski. Około 32 proc. nowych mieszkań deweloperskich powstaje w Warszawie. Kolejne 29 proc. to Kraków, Poznań, Wrocław oraz Trójmiasto i Łódź. Na fali medialnych doniesień o wzroście cen rynek zaczyna się jednak rozgrzewać i w mniejszych miejscowościach. Kupujący wybierają coraz mniejsze lokale i w peryferyjnych dzielnicach.

Na rynku widać coraz to nowe zjawiska.

1. Zrywanie umów przez deweloperów

Ze względu na piorunujący wzrost cen nieruchomości deweloperom bardziej opłaca się zrywać umowy i wypłacać odszkodowania, niż ich dotrzymywać.

Deweloper, który w pogoni za zyskiem chce nabić klientów w butelkę, działa w następujący sposób:

•  Podpisuje umowy z klientami.

•  Za wpłacone przez nich pieniądze rozpoczyna budowę.

•  Z regularnie wpłacanych rat finansuje zamknięcie kolejnych etapów.

•  Kilka miesięcy przed zakończeniem prac z błahych powodów zrywa umowy z częścią klientów.

•  Uzyskane w ten sposób mieszkania sprzedaje za cenę przynajmniej o kilkadziesiąt procent wyższą niż pierwotna.

Na taki proceder pozwalają mu dwie rzeczy:

•  umowa przedwstępna nie jest podpisywana w formie aktu notarialnego. Akt umożliwia przeniesienie własności mieszkania bez zgody dewelopera na kupującego.

•  niskie kary umowne. Jeśli deweloper musi zapłacić wysoką karę za wypowiedzenie umowy z własnej winy, rzadko kiedy się na to zdecyduje.

Jednak kary umowne wynoszą zazwyczaj ok. 5 proc. wartości umowy, a na wyższe deweloperzy nie chcą się zgodzić.

2. Wielka płyta sprzedaje się coraz lepiej

W mieszkaniowym szale kupujący coraz częściej zachowują się nieracjonalnie. Klient jednej z agencji nieruchomości kupił 30-metrową kawalerkę do generalnego remontu w czteropiętrowym bloku z wielkiej płyty na warszawskim Ursynowie za... 300 tys. zł. Pośrednicy takie zachowanie określili jako przejaw skrajnej desperacji kupującego.

Cała historia nie zmienia jednego faktu - jeśli dojdzie do załamania cen, najbardziej dotknie on mieszkań z wielkiej płyty. Dla ich właścicieli obecny boom na rynku to dobry moment, aby takich nieruchomości się szybko pozbyć.

3. A do góry idą stopy procentowe

Według ostrożnych szacunków aż dwie trzecie wszystkich kredytów hipotecznych Polacy zaciągnęli we frankach szwajcarskich. Tymczasem przez cały ubiegły rok Szwajcarzy w obawie przed inflacją czterokrotnie podnosili stopy procentowe. Dziś główna stopa wynosi tam już 2 proc.

Z tego powodu miesięczna rata 20-letniego kredytu we franku o równowartości 200 tys. zł wzrosła o blisko 100 zł. Do góry szedł też w ubiegłym roku koszt kredytów w euro. Europejski Bank Centralny podniósł cenę kredytu aż pięciokrotnie - do 3,5 proc. I to prawdopodobnie nie koniec. Analitycy spodziewają się bowiem kolejnych podwyżek

A w kraju? Część analityków i banków spodziewa się w tym roku dwóch podwyżek o 0,25 pkt proc. Inni twierdzą, że podwyżek w ogóle nie będzie.

Nic więc dziwnego, że według nieoficjalnych sygnałów dochodzących z banków zapał Polaków do zaciągania kredytów pod hipotekę nieco osłabnie.

4. Pożyczamy coraz więcej

- Rosnące ceny nieruchomości sprawiają, że rośnie również średnia kwota kredytu - twierdzi Aleksandra Łukasiewicz, dyrektor ds. produktów bankowych w Open Finance. W przypadku Open Finance wartość ta zwiększyła się przez ostatni rok o prawie 60 tys. zł z z poziomu ok. 235 tys. w styczniu 2006 r. do ok. 293 tys. w styczniu br.

W ubiegłym roku coraz popularniejsze stały się kredyty na 110 proc. wartości nieruchomości (mBank, Multibank i Dombank). Za dodatkowe pieniądze można choćby pokryć koszt podpisania aktu notarialnego. Pojawiły się również oferty na 125 proc. i 130 proc. wartości, ale jak na razie tylko dla "specjalnych" grup klientów, np. osób, które mogą przedstawić inne zabezpieczenia niż tylko kredytowana nieruchomość, np. inne mieszkanie, oraz są klientami typu VIP ze znakomitą historią kredytową.

Banki zaczęły też oferować kredyty na 100 proc. wartości nieruchomości bez obowiązku ubezpieczenia niskiego wkładu własnego (Polbank, BZ WBK dla kredytów w złotych, Fortis - w przypadku kredytu w ratach malejących).

O co chodzi? Większość banków, jeśli kredytobiorca nie ma wkładu własnego (standardowo wynosi on 20 proc. wartości nieruchomości), domaga się ubezpieczenia brakujących pieniędzy.

- Takie ubezpieczenie kosztuje średnio ok. 3,5 proc. za 20 proc. brakującego wkładu, czyli przy zakupie mieszkania za 300 tys. - 2,1 tys. zł - opowiada Kowalczyk

5. I spłacamy coraz dłużej

To najprostsza metoda poprawienia zdolności kredytowej. Przy rosnących cenach mieszkań coraz mniej osób stać na ich kupno. Przy dłuższym okresie spłaty raty są zaś niższe.

Banki, aby nie przekłuć mieszkaniowej bańki, na której zarabiają setki milionów złotych, nieustannie wydłużają okres kredytowania. Jeszcze kilka lat temu przykładowy Kowalski brał standardowo pożyczkę na 20 lat. Dziś bierze ją już na 30 lat! I to nie koniec. Powód?

- 30-letni okres kredytowania nie wystarcza, aby mieć zdolność kredytową - rozbrajająco przyznaje Mariusz Kowalczyk, doradca finansowy Money Expert.

Jego zdaniem można się spodziewać pojawienia się kolejnych ofert z wydłużonym okresem kredytowania - nawet do 50 lat. Niektóre banki już teraz oferują kredyty na 45 lat. Warunkiem jest np. posiadanie 20-proc. wkładu własnego w złotych i 30 proc. w walucie obcej. W banku Millennium można jednak dostać kredyt bez wkładu własnego na 40 lat w złotych i 35 lat we frankach szwajcarskich. Kredyt na 40 lat jesienią oferowały także BPH i Pekao SA.

Na marginesie - w Wielkiej Brytanii (gorączka mieszkaniowa trwa tam co najmniej od dekady) Bank Abbey National, drugi pod względem wielkości brytyjski bank udzielający kredytów hipotecznych, jest skłonny pożyczyć pieniądze nawet na... 57 lat.

W miarę upływu czasu można się spodziewać, że banki będą zdolność kredytową swych klientów (posiadających już mieszkanie na kredyt) poprawiać w jeszcze jeden sposób.

Osoba, która kupiła lokal na kredyt i go spłaca, zazwyczaj w poważnej części nadszarpnęła swoją zdolność kredytową. Nie ma więc szansy, aby kupić na kredyt większe mieszkanie.

Santander Consumer Bank - jeśli klient deklaruje sprzedaż mieszkania i spłacenie kredytu, bank nie przyjmuje do wyliczania zdolności już istniejącej raty. Klient jest jedynie zobligowany do spłaty posiadanego kredytu w ciągu 12 miesięcy.

Jak rosną ceny:

Warszawa

W lutym 2006 r. m kw. nowego mieszkania kosztował w stolicy 4987 zł (dane redNet Property Consulting). W styczniu tego roku już 7843 zł. Nie inaczej było na rynku wtórnym. O ile w lutym m kw. kosztował jeszcze 5183 zł, to już w grudniu... 7903 zł (źródło Szybko.pl).

Według danych Reasa największą popularnością wśród osób, które niedawno kupiły nowe mieszkania, cieszą się Mokotów (36 proc.), Ursynów i Bemowo (po 24 proc.) oraz Żoliborz (16 proc,). Atrakcyjne są również Bielany i Ochota. Nieco tracą na popularności Ursynów, Białołęka i Wilanów.

Prognoza: w mieście rozpoczyna się coraz więcej inwestycji, marże deweloperów zaczną się więc kurczyć. Z drugiej strony w astronomiczny sposób rosną ceny ziemi. Mimo wszystko tempo wzrostu cen powinno w najbliższym czasie w mieście zmaleć.

Kraków

W lutym 2006 r. metr kwadratowy kosztował 4401 zł. W styczniu 2007 r. - 7195 zł. Rynek wtórny idzie krok w krok za pierwotnym. Luty 2006 r. - 4634 zł. W grudniu już 7172 zł. Najbardziej atrakcyjne do zamieszkania w Grodzie Kraka dzielnice to Stare Miasto oraz Zwierzyniec, a także Kleparz. Zdecydowanie negatywnie jest odbierana Nowa Huta.

Prognoza: podaż nowych mieszkań na rynku ze względu na brak planów w mieście jest bardzo niska. Mimo to ceny w najbliższym czasie powinny nieco zwolnić.

Poznań

Rok temu metr kwadratowy nowego mieszkania można było tu kupić za 3,5 tys. Dziś trzeba za niego średnio zapłacić 4,8 tys. zł. Na rynku wtórnym nie jest wcale taniej. Od stycznia do grudnia metr zdrożał z 3312 zł do 4783 zł.

Największą popularnością cieszą się dzielnice: Grunwald, Stare Miasto oraz Jeżyce. Nowe Miasto jest oceniane przez nabywców neutralnie, nielubiana jest Wilda. Prognoza: w niedługim czasie rynek ma ulec ożywieniu, co oznacza, że ceny pójdą w górę.

Wrocław

Mieszkańców stolicy województwa dolnośląskiego w ciągu ostatniego roku spotkał cenowy nokaut. Cena metra nowego mieszkania wzrosła tu podobnie jak w stolicy z 4366 do 7206 zł (styczeń 2007). Podobnie było z lokalami z drugiej ręki - wzrost z 3813 zł (luty 2006 r.) do 6282 (grudzień 2006 r.).

Zdaniem ekspertów to cena, jaką Wrocław płaci za szybki rozwój i hurtowe sprowadzanie zagranicznych inwestorów.

Najatrakcyjniejszym miejscem do mieszkania jest tu Stare Miasto oraz Krzyki. Śródmieście jest odbierane raczej neutralnie.

Prognoza: popyt jest olbrzymi (zwłaszcza w segmencie tańszych mieszkań), trwa napływ nowych mieszkańców, którzy zjawiają się tu skuszeni ofertami atrakcyjnej pracy. Zaczyna się też tworzyć rynek na apartamenty.

Trójmiasto

Nad Zatoką Gdańską ceny idą do góry niczym fale w trakcie sztormu. O ile jeszcze w lutym ubiegłego roku m kw. kosztował 3822 zł, to w styczniu już niemal 6 tys. zł. Rynek wtórny nie zostaje w tyle. W Gdańsku od lutego do grudnia ceny wzrosły z 3230 do 5375 zł.

W segmencie mieszkań popularnych najwięcej mieszkań jest oferowanych w południowych częściach Gdańska w rejonie Zakoniczyna, Ujeściska, Chełma, Mostowic, Maćkowego, Szadółek, Św. Wojciecha. W Sopocie lokowane są przede wszystkim apartamentowce.

Prognozy: wzrost cen będzie tu jeszcze trwał i będzie dość dynamiczny.

Łódź

- Ceny mocno wzrosły. W lutym rok temu za 70-80 tys. zł można było kupić dwupokojowe mieszkanie. Dzisiaj za takie samo trzeba zapłacić 150-160 tys. zł, a nawet i 180 tys. zł - narzeka jeden z lokalnych pośredników. To oznacza, że za metr kwadratowy nowego mieszkania trzeba wydać już 4734 zł, a używanego 3,5 tys. zł.

Coraz częściej mieszkania w Łodzi kupują osoby spoza tego miasta: warszawiacy, krakowiacy, poznaniacy, a także Irlandczycy, Anglicy, Włosi i Hiszpanie.

Największą popularnością cieszy się centrum Łodzi, czyli ulica Piotrkowska, a także Sienkiewicza i Zachodnia.

Prognozy: popyt mocno przewyższa podaż. Ceny rosną szybko i tak w najbliższym czasie pozostanie. Na dodatek rośnie zainteresowanie miastem krajowych i zagranicznych inwestorów, co zazwyczaj jest pierwszym sygnałem wzrostu cen nieruchomości. Prognoza: prawdziwy wzrost cen jest dopiero przed tym miastem.

Podziel się

  • Nie ma bariery popytu. cezaryga 19.02.07, 08:55

    Mieszkania w Warszawie już dawno kosztują więcej niż 9,5 tys za m. kw i ludziedalej kupują. To kto kupił 30 metrowe mieszkanie za 300.000 zł? Klient. I dobrzezrobił, bo za miesiąc-dwa »