Dopłaty kredytów - czy dziś wreszcie przyjmie je rząd?
19.05.2009
, aktualizacja: 19.05.2009 11:00
Na dzisiejszym posiedzeniu rząd najprawdopodobniej zdecyduje, kto i na jakich zasadach uzyska pomoc państwa w spłacie kredytu mieszkaniowego w przypadku utraty pracy
Podyskutuj na temat dopłat na blogu autora
Minister w kancelarii premiera Michał Boni zapowiedział w ubiegłym tygodniu, że projekt ustawy "o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych udzielonych osobom, które utraciły pracę" trafi w Sejmie na tzw. szybką ścieżkę legislacyjną.
Dziś rząd ma rozstrzygnąć m.in., czy pomoc w spłacie kredytu obejmie także rodziny, w których pracę straciłoby tylko jedno z małżonków (propozycja Boniego), czy - jak chce szefowa resortu pracy Jolanta Fedak - pomoc będzie udzielana, tylko gdy obydwoje małżonkowie będą bez pracy. Co ciekawe, obydwoje są zgodni, że pomoc ani jej wysokość, nie będzie zależało od dochodów rodziny.
Natomiast inne najważniejsze kwestie zostały już uzgodnione między ministrami. I tak: o dopłatę - maksymalnie 1200 zł miesięcznie - będą się mogli ubiegać nie tylko ci, którzy stracą pracę po wejściu w życie ustawy. Pomoc obejmie też i tych, którzy zostali bezrobotni wcześniej - po 1 lipca 2008 r. Kredytobiorca, który zostanie zwolniony z pracy, będzie musiał zarejestrować się w powiatowym urzędzie pracy - uzyskać status bezrobotnego i prawo do zasiłku.
Uwaga! Na taką pomoc nie mogą liczyć kredytobiorcy zwolnieni z pracy dyscyplinarnie oraz tacy, którzy odchodzą sami. A ponadto kredytobiorcy, którzy w dniu złożenia wniosku o dopłatę mieliby więcej niż jedno mieszkanie lub dom - także lokatorskie w spółdzielni lub nawet wynajęte na wolnym rynku.
Wypłacanie pomocy będzie trwało najwyżej 12 miesięcy. Oczywiście ten, kto znajdzie pracę wcześniej, już dopłaty nie dostanie.
Kredytobiorca nie będzie dostawał pieniędzy do ręki. Na konto banku, w którym zaciągnął kredyt, przeleje je Bank Gospodarstwa Krajowego - pieniądze przekaże mu Fundusz Pracy.
Uwaga! Dopłatę trzeba będzie zwrócić, bo będzie ona czymś w rodzaju nieoprocentowanej pożyczki. Wcześniej kredytobiorcę obejmie jednak dwuletni okres karencji, w czasie którego nie musi spłacać pomocy. Po dwóch latach dług zostanie rozłożony na równe miesięczne raty spłacane przez osiem lat.
Dodajmy, że w Sejmie projekt rządowy najprawdopodobniej zderzy się z kontrpropozycjami posłów. Wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury Janusz Piechociński z PSL) nie chce angażować Funduszu Pracy i powiatowych urzędów pracy. Piechociński uważa, że taniej będzie zlecić to zadanie Krajowemu Funduszowi Mieszkaniowemu (KFM) przy BGK. Ten spłacałby przez rok same odsetki. Bank, który w imieniu swojego klienta wystąpiłby do KFM o pomoc, musiałby zawiesić spłatę rat kapitałowych. Oczywiście - podobnie jak w projekcie rządowym - pomoc trzeba byłoby zwrócić.
Minister w kancelarii premiera Michał Boni zapowiedział w ubiegłym tygodniu, że projekt ustawy "o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych udzielonych osobom, które utraciły pracę" trafi w Sejmie na tzw. szybką ścieżkę legislacyjną.
Dziś rząd ma rozstrzygnąć m.in., czy pomoc w spłacie kredytu obejmie także rodziny, w których pracę straciłoby tylko jedno z małżonków (propozycja Boniego), czy - jak chce szefowa resortu pracy Jolanta Fedak - pomoc będzie udzielana, tylko gdy obydwoje małżonkowie będą bez pracy. Co ciekawe, obydwoje są zgodni, że pomoc ani jej wysokość, nie będzie zależało od dochodów rodziny.
Natomiast inne najważniejsze kwestie zostały już uzgodnione między ministrami. I tak: o dopłatę - maksymalnie 1200 zł miesięcznie - będą się mogli ubiegać nie tylko ci, którzy stracą pracę po wejściu w życie ustawy. Pomoc obejmie też i tych, którzy zostali bezrobotni wcześniej - po 1 lipca 2008 r. Kredytobiorca, który zostanie zwolniony z pracy, będzie musiał zarejestrować się w powiatowym urzędzie pracy - uzyskać status bezrobotnego i prawo do zasiłku.
Uwaga! Na taką pomoc nie mogą liczyć kredytobiorcy zwolnieni z pracy dyscyplinarnie oraz tacy, którzy odchodzą sami. A ponadto kredytobiorcy, którzy w dniu złożenia wniosku o dopłatę mieliby więcej niż jedno mieszkanie lub dom - także lokatorskie w spółdzielni lub nawet wynajęte na wolnym rynku.
Wypłacanie pomocy będzie trwało najwyżej 12 miesięcy. Oczywiście ten, kto znajdzie pracę wcześniej, już dopłaty nie dostanie.
Kredytobiorca nie będzie dostawał pieniędzy do ręki. Na konto banku, w którym zaciągnął kredyt, przeleje je Bank Gospodarstwa Krajowego - pieniądze przekaże mu Fundusz Pracy.
Uwaga! Dopłatę trzeba będzie zwrócić, bo będzie ona czymś w rodzaju nieoprocentowanej pożyczki. Wcześniej kredytobiorcę obejmie jednak dwuletni okres karencji, w czasie którego nie musi spłacać pomocy. Po dwóch latach dług zostanie rozłożony na równe miesięczne raty spłacane przez osiem lat.
Dodajmy, że w Sejmie projekt rządowy najprawdopodobniej zderzy się z kontrpropozycjami posłów. Wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury Janusz Piechociński z PSL) nie chce angażować Funduszu Pracy i powiatowych urzędów pracy. Piechociński uważa, że taniej będzie zlecić to zadanie Krajowemu Funduszowi Mieszkaniowemu (KFM) przy BGK. Ten spłacałby przez rok same odsetki. Bank, który w imieniu swojego klienta wystąpiłby do KFM o pomoc, musiałby zawiesić spłatę rat kapitałowych. Oczywiście - podobnie jak w projekcie rządowym - pomoc trzeba byłoby zwrócić.
Zobacz także:
Zobacz także »
Najczęściej czytane24 htydzień




























