Jak zarobić na MEWach i wietrze?
07.12.2009
, aktualizacja: 07.12.2009 17:14
Udział zielonej energii w całkowitej ilości sprzedanego w Polsce prądu stale rośnie. Czy jednak opłaca się inwestować w małą, przydomową elektrownię produkującą na własne potrzeby?
ZOBACZ TAKŻE
- Jest zgoda na 130-metrowy wieżowiec Poczty przy Żelaznej (07-12-09, 08:00)
- Immo kontra Orco czyli deweloperzy wstają z kolan (07-12-09, 09:30)
- Rewitalizacja, a rynek nieruchomości (02-04-10, 09:21)
- Jakie obowiązki ciążą na właścicielu domu czy kamienicy? (29-03-10, 14:29)
- Regaty się rozkręcają (08-03-10, 14:36)
- Już budują Vis-a-vis, ale nie tanio (07-12-09, 12:00)
- Budowa Hiltona ruszy w marcu, pierwsi goście w 2012 r. (07-12-09, 07:00)
- Galeria handlowa i biura w Elektrociepłowni Powiśle (04-12-09, 12:52)
- Parter tańszy, ale czy gorszy? (07-09-09, 11:40)
- Uciążliwy sąsiad - jak poradzić sobie z tym problemem (15-09-09, 00:00)
- Usterki deweloperów czyli mieszkanie z wadą (14-07-09, 15:10)
- Zwierzę w bloku (24-02-10, 13:06)
- Mężczyźni oglądają mieszkania, kobiety je kupują (29-01-10, 15:21)
- Ekoenergia z gniazdka (15-01-10, 11:37)
- Muzeum Historii Polski: supermarket czy ikona? (06-12-09, 15:43)
- Mieszkania bezczynszowe, ale z opłatami (29-09-09, 12:37)
- Mieszkania - wynajem od dewelopera (07-09-09, 12:04)
Ma dziewięć metrów wysokości, jest biało-czerwony i wygląda jak sześćdziesięciosześciokrotnie pomniejszona kopia zawalonego masztu w Gąbinie. Składa się z rur o średnicy 33 mm połączonych mniejszymi elementami i stabilizowanych przez stalowe odciągi. Maszt, główny element elektrowni wiatrowej skonstruowanej przez Władysława Pachoła z Ostrołęki.
Coraz więcej
Elektrowni korzystających z sił przyrody jest w Polsce coraz więcej. Według Przemysława Ciesielskiego z portalu konsumenckiego Verivox.pl udział energii pochodzącej z odnawialnych źródeł energii (OZE) w ogólnym zużyciu wzrósł między 1997 a 2007 rokiem dwukrotnie - do poziomu 3,5 proc. W 2010 ma to być już 7,5 proc. - Te 7,5 proc. to mniej niż wynosi obowiązkowe minimum udziału energii z OZE w energii sprzedanej przez sprzedawców prądu w Polsce - dodaje. Norma przewidziana dla Polski to 8,7 proc. w 2009 r. i 10,4 proc. w 2010 r.
Wypełnienie unijnej normy wymaga odpowiednich regulacji prawnych. A te z kolei dają okazję do zysku. Już dziś zakłady energetyczne mają obowiązek kupna energii oferowanej przez "zielonych" producentów. Dzięki temu na inwestycji w produkcję prądu z OZE można zarobić. - Taki sprzedawca musi kupić naszą zieloną energię po cenach rynkowych, publikowanych corocznie przez Prezesa URE - informuje Agnieszka Głośniewska z Urzędu Regulacji Energetyki. W tym roku za MWh dostać można około 155 zł. Zakup każdej ilości energii odnawialnej sprzedawcy muszą potwierdzić przedstawiając do Urzędu Regulacji Energetyki tzw. świadectwa pochodzenia. Ma go na przykład prąd produkowany na farmach wiatrowych oraz w elektrowniach wodnych. - Firmy, które wytwarzają taką energię uzyskują taki zielony certyfikat i mogą następnie takie certyfikaty odsprzedać na rynku do firm energetycznych - Przemysław Ciesielski podaje jeszcze inną okazję do zarobku.
Jakie warunki należy spełnić, żeby sprzedawać wyprodukowany prąd? Według Agnieszka Głośniewskiej konieczne jest prowadzenie działalności gospodarczej i uzyskanie koncesji od Prezesa URE. - Koncesja taka uprawnia nas do sprzedawania energii zielonej i uzyskiwania dodatkowego wsparcia w postaci tzw. świadectw pochodzenia - wyjaśnia - Oznacza to, że niejako zarabiamy dwukrotnie: raz - sprzedając energię, a drugi raz - sprzedając prawa majątkowe wynikające z uzyskanych świadectw pochodzenia - zachęca. Tyle, że w rzeczywistości tak różowo już nie jest.
Siedem lat w urzędzie
Mała elektrownia wodna w Namyślinie w lubuskim znajduje się w miejscu, w którym od czasów średniowiecza wodę wykorzystuje się do napędzania urządzeń. W początkach XX wieku w Namyślinie funkcjonowała elektrownia wodna napędzająca piły w tartaku oraz wytwarzająca energię elektryczną dla części budynków w samej wsi. Dziś na rzece Myśli, przepływającej przez wieś, wodnych elektrowni jest aż siedem. Produkująca 120 kW prądu instalacja należąca do Władysława Malickiego nawiązuje do przedwojennych tradycji. Z tym, że prąd produkowany nad Myślą przeznaczony jest nie do napędu piły, ale na sprzedaż.
O ile funkcjonowanie elektrowni takiej jak ta w Namyślinie nie wymaga wiele pracy - wystarczy jeden człowiek usuwający śmieci - to już jej powstanie przypomina prawdziwą drogę przez mękę. Siedem lat, to średni czas potrzebny na uzyskanie wszelkich niezbędnych pozwoleń i decyzji administracyjnych, obliczony przez ekspertów Europejskiego Stowarzyszenia Małych Elektrowni Wodnych. Dla porównania, z tych samych wyliczenia wynika, że w Austrii zajmuje to tylko rok. - To oczywiście wartości średnie - uspokaja Ewa Malicka, reprezentująca MEW w Namyślinie. W przypadku jej elektrowni procedury administracyjne zajęły około roku. - Paradoksalnie 10 lat temu, mimo że nacisk na energię ekologiczną był mniejszy, było łatwiej - dziwi się Malicka. Przy kolejnej inwestycji prowadzonej przez Ewę Mialicką załatwianie formalności trwa już trzeci rok i jest na etapie pozwolenia wodno prawnego.
Jakie przeszkody musi pokonać inwestor budujący małą elektrownie? Po pierwsze musi uzyskać zgodę zarządcy rzeki. W zależności od przypadku, może to być Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej lub Wojewódzki Urząd Melioracji. Następnie powinien wystąpić o ogólne warunki zabudowy a następnie uzyskać warunki środowiskowe. Według Ewy Malickiej zwłaszcza ta ostatnia kwestia jest trudna i czasochłonna. Jeśli jednak uda mu się załatwić tę kwestię, musi postarać się o pozwolenie wodno-prawne i wreszcie, na końcu, o pozwolenie na budowę. Potem może wykładać pieniądze.
Turbiny na pieniądze
Pieniędzy potrzeba sporo. W przypadku małej elektrowni wodnej nie opłaca się budować siłowni słabszej niż 100 kW. A to, zdaniem Ewy Malickiej koszt nawet 2 mln zł. - Oczywiście, wiele zależy od sposobu budowy - mówi Ewa Malicka - Nowe urządzenia znacznie podniosą cenę, używane, kupione okazyjnie zredukują koszty - wyjaśnia.
Z raportu Europejskiego Stowarzyszenia Małych Elektrowni Wodnych wynika, że przeciętny koszt inwestycji w nową elektrownię waha się od 500 do 1200 euro za kW. Do kosztów budowy dodać należy także koszty przyłączenia do sieci, które mogą sięgnąć kilkunastu tysięcy euro. Według autorów opracowania to zdecydowanie za dużo, żeby inwestycja się opłacała.
Ci, którzy nie dysponują dużymi pieniędzmi i nie chcą walczyć z biurokracją, mogą wytwarzać prąd tylko dla siebie. - Na własny użytek energię w OZE może produkować każdy chętny. W przypadku wiatraków potrzebne byłyby tylko odpowiednie pozwolenia na budowę takiej inwestycji wydane przez lokalne władze - wyjaśnia Agnieszka Głośniewska z URE. Koszt całej instalacji, którą postawił Władysław Pachoł to nieco ponad 1,5 tys. zł. Osiągana moc odpowiada wartości inwestycji - 0,5 kW. Niewiele. - Prąd produkuję na własne potrzeby i nie zamierzam go sprzedawać - wyjaśnia właściciel masztu.
Jednak także w tym przypadku wyższa wartość inwestycji, to więcej wyprodukowanego prądu. Najdroższa jest prądnica. Najtańsze, profesjonalne urządzenie to wydatek rzędu 2 tys. zł. Za 2,5 tys. zł można już kupić prądnicę wystarczającą do produkcji 4 kW prądu. Najbardziej zaawansowane technicznie mogą kosztować nawet 15 tys. zł.
Grunt to pomyślne wiatry
Biurokracja i pieniądze to nie jedyne przeszkody, jakie musi pokonać osoba inwestująca w małą elektrownię wodną. Podstawowy problem to dobre miejsce: - Potrzebny jest odpowiedni spad, żeby spiętrzyć wodę - wyjaśnia Ewa Malicka - Także ilość wody musi być wystarczająca - dodaje. W Polsce wykorzystanie tego rodzaju miejsc ocenia się na około 30 proc. W Unii Europejskiej - na 80 proc.
Dla właścicieli wiatraków najważniejsze są odpowiednie wiatry. - W Polsce nie jest różowo - wynika to właśnie z warunków wietrznych - wyjaśnia Waldemar Pachoł - Są oczywiście miejsca których nie da się traktować "średniorocznie 3.4m/s" i tam opłaca się jak najbardziej. Potwierdzenie obserwacji Pachoła znaleźć można w publikacji dr Andrzeja Strupczewskiego, który przywołuje współczynnik rocznego wykorzystania mocy z wiatraków. Strupczewski zakłada, że w Polsce sytuacja podobna jest do tej w Niemczech, gdzie wartość współczynnika wynosi około 16 proc.
W Polsce najlepsze warunki do instalacji elektrowni wiatrowych są na wybrzeżu. Jednak nawet w rejonie Łeby średnia roczna prędkość wiatru jest znacznie niższa niż na przykład w Danii, będącej potentatem w wytwarzaniu energii wiatrowej i wynosi około 5 m/s.
Czy to się opłaca?
Niemcy, jeden z europejskich liderów jeśli chodzi o produkcję energii ze źródeł odnawialnych, stawiają nie tylko na wiatraki czy elektrownie wodne, ale także na słońce. Jak podaje portal niemieckiej rozgłośni Deutsche Welle w ostatnich dwunastu miesiącach moc produkcyjna zainstalowanych kolektorów słonecznych wyniosła 2340 megawatów. Serwis podaje, powołując się na wyliczenia Nadreńsko-Westfalskiego Instytutu Badań Gospodarczych, że łączne koszty montażu i utrzymania kolektorów w latach 2000-2010 wyniosą 53,3 mld euro. Skąd ten wynik? Oto do każdej wyprodukowanej przy pomocy kolektorów słonecznych kilowatogodziny rząd dopłaca 43 centy.
Coraz więcej
Elektrowni korzystających z sił przyrody jest w Polsce coraz więcej. Według Przemysława Ciesielskiego z portalu konsumenckiego Verivox.pl udział energii pochodzącej z odnawialnych źródeł energii (OZE) w ogólnym zużyciu wzrósł między 1997 a 2007 rokiem dwukrotnie - do poziomu 3,5 proc. W 2010 ma to być już 7,5 proc. - Te 7,5 proc. to mniej niż wynosi obowiązkowe minimum udziału energii z OZE w energii sprzedanej przez sprzedawców prądu w Polsce - dodaje. Norma przewidziana dla Polski to 8,7 proc. w 2009 r. i 10,4 proc. w 2010 r.
Wypełnienie unijnej normy wymaga odpowiednich regulacji prawnych. A te z kolei dają okazję do zysku. Już dziś zakłady energetyczne mają obowiązek kupna energii oferowanej przez "zielonych" producentów. Dzięki temu na inwestycji w produkcję prądu z OZE można zarobić. - Taki sprzedawca musi kupić naszą zieloną energię po cenach rynkowych, publikowanych corocznie przez Prezesa URE - informuje Agnieszka Głośniewska z Urzędu Regulacji Energetyki. W tym roku za MWh dostać można około 155 zł. Zakup każdej ilości energii odnawialnej sprzedawcy muszą potwierdzić przedstawiając do Urzędu Regulacji Energetyki tzw. świadectwa pochodzenia. Ma go na przykład prąd produkowany na farmach wiatrowych oraz w elektrowniach wodnych. - Firmy, które wytwarzają taką energię uzyskują taki zielony certyfikat i mogą następnie takie certyfikaty odsprzedać na rynku do firm energetycznych - Przemysław Ciesielski podaje jeszcze inną okazję do zarobku.
Jakie warunki należy spełnić, żeby sprzedawać wyprodukowany prąd? Według Agnieszka Głośniewskiej konieczne jest prowadzenie działalności gospodarczej i uzyskanie koncesji od Prezesa URE. - Koncesja taka uprawnia nas do sprzedawania energii zielonej i uzyskiwania dodatkowego wsparcia w postaci tzw. świadectw pochodzenia - wyjaśnia - Oznacza to, że niejako zarabiamy dwukrotnie: raz - sprzedając energię, a drugi raz - sprzedając prawa majątkowe wynikające z uzyskanych świadectw pochodzenia - zachęca. Tyle, że w rzeczywistości tak różowo już nie jest.
Siedem lat w urzędzie
Mała elektrownia wodna w Namyślinie w lubuskim znajduje się w miejscu, w którym od czasów średniowiecza wodę wykorzystuje się do napędzania urządzeń. W początkach XX wieku w Namyślinie funkcjonowała elektrownia wodna napędzająca piły w tartaku oraz wytwarzająca energię elektryczną dla części budynków w samej wsi. Dziś na rzece Myśli, przepływającej przez wieś, wodnych elektrowni jest aż siedem. Produkująca 120 kW prądu instalacja należąca do Władysława Malickiego nawiązuje do przedwojennych tradycji. Z tym, że prąd produkowany nad Myślą przeznaczony jest nie do napędu piły, ale na sprzedaż.
O ile funkcjonowanie elektrowni takiej jak ta w Namyślinie nie wymaga wiele pracy - wystarczy jeden człowiek usuwający śmieci - to już jej powstanie przypomina prawdziwą drogę przez mękę. Siedem lat, to średni czas potrzebny na uzyskanie wszelkich niezbędnych pozwoleń i decyzji administracyjnych, obliczony przez ekspertów Europejskiego Stowarzyszenia Małych Elektrowni Wodnych. Dla porównania, z tych samych wyliczenia wynika, że w Austrii zajmuje to tylko rok. - To oczywiście wartości średnie - uspokaja Ewa Malicka, reprezentująca MEW w Namyślinie. W przypadku jej elektrowni procedury administracyjne zajęły około roku. - Paradoksalnie 10 lat temu, mimo że nacisk na energię ekologiczną był mniejszy, było łatwiej - dziwi się Malicka. Przy kolejnej inwestycji prowadzonej przez Ewę Mialicką załatwianie formalności trwa już trzeci rok i jest na etapie pozwolenia wodno prawnego.
Jakie przeszkody musi pokonać inwestor budujący małą elektrownie? Po pierwsze musi uzyskać zgodę zarządcy rzeki. W zależności od przypadku, może to być Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej lub Wojewódzki Urząd Melioracji. Następnie powinien wystąpić o ogólne warunki zabudowy a następnie uzyskać warunki środowiskowe. Według Ewy Malickiej zwłaszcza ta ostatnia kwestia jest trudna i czasochłonna. Jeśli jednak uda mu się załatwić tę kwestię, musi postarać się o pozwolenie wodno-prawne i wreszcie, na końcu, o pozwolenie na budowę. Potem może wykładać pieniądze.
Turbiny na pieniądze
Pieniędzy potrzeba sporo. W przypadku małej elektrowni wodnej nie opłaca się budować siłowni słabszej niż 100 kW. A to, zdaniem Ewy Malickiej koszt nawet 2 mln zł. - Oczywiście, wiele zależy od sposobu budowy - mówi Ewa Malicka - Nowe urządzenia znacznie podniosą cenę, używane, kupione okazyjnie zredukują koszty - wyjaśnia.
Z raportu Europejskiego Stowarzyszenia Małych Elektrowni Wodnych wynika, że przeciętny koszt inwestycji w nową elektrownię waha się od 500 do 1200 euro za kW. Do kosztów budowy dodać należy także koszty przyłączenia do sieci, które mogą sięgnąć kilkunastu tysięcy euro. Według autorów opracowania to zdecydowanie za dużo, żeby inwestycja się opłacała.
Ci, którzy nie dysponują dużymi pieniędzmi i nie chcą walczyć z biurokracją, mogą wytwarzać prąd tylko dla siebie. - Na własny użytek energię w OZE może produkować każdy chętny. W przypadku wiatraków potrzebne byłyby tylko odpowiednie pozwolenia na budowę takiej inwestycji wydane przez lokalne władze - wyjaśnia Agnieszka Głośniewska z URE. Koszt całej instalacji, którą postawił Władysław Pachoł to nieco ponad 1,5 tys. zł. Osiągana moc odpowiada wartości inwestycji - 0,5 kW. Niewiele. - Prąd produkuję na własne potrzeby i nie zamierzam go sprzedawać - wyjaśnia właściciel masztu.
Jednak także w tym przypadku wyższa wartość inwestycji, to więcej wyprodukowanego prądu. Najdroższa jest prądnica. Najtańsze, profesjonalne urządzenie to wydatek rzędu 2 tys. zł. Za 2,5 tys. zł można już kupić prądnicę wystarczającą do produkcji 4 kW prądu. Najbardziej zaawansowane technicznie mogą kosztować nawet 15 tys. zł.
Grunt to pomyślne wiatry
Biurokracja i pieniądze to nie jedyne przeszkody, jakie musi pokonać osoba inwestująca w małą elektrownię wodną. Podstawowy problem to dobre miejsce: - Potrzebny jest odpowiedni spad, żeby spiętrzyć wodę - wyjaśnia Ewa Malicka - Także ilość wody musi być wystarczająca - dodaje. W Polsce wykorzystanie tego rodzaju miejsc ocenia się na około 30 proc. W Unii Europejskiej - na 80 proc.
Dla właścicieli wiatraków najważniejsze są odpowiednie wiatry. - W Polsce nie jest różowo - wynika to właśnie z warunków wietrznych - wyjaśnia Waldemar Pachoł - Są oczywiście miejsca których nie da się traktować "średniorocznie 3.4m/s" i tam opłaca się jak najbardziej. Potwierdzenie obserwacji Pachoła znaleźć można w publikacji dr Andrzeja Strupczewskiego, który przywołuje współczynnik rocznego wykorzystania mocy z wiatraków. Strupczewski zakłada, że w Polsce sytuacja podobna jest do tej w Niemczech, gdzie wartość współczynnika wynosi około 16 proc.
W Polsce najlepsze warunki do instalacji elektrowni wiatrowych są na wybrzeżu. Jednak nawet w rejonie Łeby średnia roczna prędkość wiatru jest znacznie niższa niż na przykład w Danii, będącej potentatem w wytwarzaniu energii wiatrowej i wynosi około 5 m/s.
Czy to się opłaca?
Niemcy, jeden z europejskich liderów jeśli chodzi o produkcję energii ze źródeł odnawialnych, stawiają nie tylko na wiatraki czy elektrownie wodne, ale także na słońce. Jak podaje portal niemieckiej rozgłośni Deutsche Welle w ostatnich dwunastu miesiącach moc produkcyjna zainstalowanych kolektorów słonecznych wyniosła 2340 megawatów. Serwis podaje, powołując się na wyliczenia Nadreńsko-Westfalskiego Instytutu Badań Gospodarczych, że łączne koszty montażu i utrzymania kolektorów w latach 2000-2010 wyniosą 53,3 mld euro. Skąd ten wynik? Oto do każdej wyprodukowanej przy pomocy kolektorów słonecznych kilowatogodziny rząd dopłaca 43 centy.
W kraju tego rodzaju działań się nie prowadzi. Stąd kolektory słoneczne wykorzystywane są do przede wszystkim do podgrzewania wody.
Inwestujący w odnawialne źródła energii mogą jednak starać się o preferencyjne kredyty, oferowane min. przez Bank Ochrony Środowiska. Mogą też otrzymać dotację z Ekofunduszu czy tzw. funduszy norweskich. Jednak korzystanie z tego rodzaju pomocy oznacza jeszcze więcej biurokratycznej mitręgi. Z drugiej strony, komercyjne wykorzystanie sił przyrody wydaje się być niezłym biznesem: prawo sprawia, że klienci muszą kupować oferowany im towar po ustalanych wcześniej cenach. O ile oczywiście potencjalne zyski z innych inwestycji nie będą większe.
Z kolei produkcja prądu na własne potrzeby to zajęcie przede wszystkim dla pasjonatów, takich jak Władysław Pachoł. Czy się opłaca? - Jeśli patrzeć na możliwość posiadania prądu gdy nie ma go w sieci - to jak najbardziej tak, zwłaszcza, że u mnie dość często występujący problem - mówi Pachoł - Jeśli patrzeć na aspekt wyłącznie finansowy to nie. Część produkowanej energii bezpowrotnie ucieka w "eter" - podsumowuje .
Inwestujący w odnawialne źródła energii mogą jednak starać się o preferencyjne kredyty, oferowane min. przez Bank Ochrony Środowiska. Mogą też otrzymać dotację z Ekofunduszu czy tzw. funduszy norweskich. Jednak korzystanie z tego rodzaju pomocy oznacza jeszcze więcej biurokratycznej mitręgi. Z drugiej strony, komercyjne wykorzystanie sił przyrody wydaje się być niezłym biznesem: prawo sprawia, że klienci muszą kupować oferowany im towar po ustalanych wcześniej cenach. O ile oczywiście potencjalne zyski z innych inwestycji nie będą większe.
Z kolei produkcja prądu na własne potrzeby to zajęcie przede wszystkim dla pasjonatów, takich jak Władysław Pachoł. Czy się opłaca? - Jeśli patrzeć na możliwość posiadania prądu gdy nie ma go w sieci - to jak najbardziej tak, zwłaszcza, że u mnie dość często występujący problem - mówi Pachoł - Jeśli patrzeć na aspekt wyłącznie finansowy to nie. Część produkowanej energii bezpowrotnie ucieka w "eter" - podsumowuje .
-
Jak zarobić na MEWach i wietrze?
coppermind
09.12.09, 12:34
elektrownie wiatrowe miałyby ogromny udzial w energetyce, gdyby byla wydzielona siec prądu opałowego bez gwarancji ciągłości dostawy.teraz elektrownie i tak muszą utrzymywać parę w kotłach »
-
MEW - zarabia jeden, placa wszyscy
buj_w_chucie
09.12.09, 14:34
Jezeli bedzie obowiazek, ze MEWki sa budowane na kanalach doprowadzajacych, zabierajacych max. 30% przeplywu bez pietrzenia w samym korycie wtedy OK. W przeciwnym razie to walenie kotka za »
Zobacz także »
Najczęściej czytane24 htydzień






























