Leopard - jeszcze nie wszystko stracone
26.11.2009
, aktualizacja: 25.11.2009 21:40
Jest szansa na to, by niedoszli mieszkańcy budynków przy ul. Wierzbowej odzyskali przynajmniej część wpłaconych pieniędzy na mieszkania. Mimo upadku dewelopera.
ZOBACZ TAKŻE
- Mieszkanie komunalne odziedziczone przez zasiedzenie? (24-11-09, 00:00)
- Deweloper: macie plac budowy, więc mieszkajcie (30-11-09, 07:00)
SERWISY
Od ponad roku śledzimy losy tej inwestycji i kłopoty klientów firmy Leopard. Pisaliśmy o problemach finansowych inwestora, żądanych dopłatach do mieszkań, w końcu o upadłości, którą sąd ogłosił w maju tego roku. W minioną sobotę niedoszli mieszkańcy zorganizowali wiec pod mieszkaniami, za które zapłacili w większości całą kwotę (budowa stanęła na końcowym etapie). Zapowiadają, że będą walczyć o swoje i nie pozwolą syndykowi wyrzucić się ze swoich lokali. Jakie mają w tej walce szanse? Okazuje się, że nie wszystko jeszcze stracone, a ich sytuacja w dużej mierze będzie zależeć od syndyka lub przyszłego nabywcy niedokończonej inwestycji.
Zacznijmy od syndyka. Według Aleksandra Paszyńskiego z domu kredytowego Notus, syndyk może postąpić w dwojaki sposób. - Może po prostu sprzedać inwestycję i rozdzielić pieniądze. Ale może też doprowadzić do dokończenia budowy, dogadać się z mieszkańcami i pozostałymi wierzycielami co do sposobu zaspokojenia ich roszczeń - mówi Paszyński.
Na razie syndyk z inwestycją nic nie może zrobić, bo prokuratura zabezpieczyła bloki przy ul. Wierzbowej jako dowód rzeczowy w prowadzonym przeciw deweloperowi śledztwie. Na jak długo - nie wiadomo. Ważne będą jednak kolejne decyzje. - Jeszcze nie wiem, co czeka klientów - mówi Aneta Stożek, sędzia komisarz zajmująca się sprawą upadłości dewelopera. - Wszystko zależy od tego, czy i za ile uda się sprzedać zajęty majątek spółki - dodaje. Wyjaśnia jednocześnie, że sytuacja na rynku nieruchomości jest dziś trudna i nie można powiedzieć, ile pieniędzy uda się z niego uzyskać i czy wystarczy na pokrycie roszczeń klientów spółki.
Według przepisów prawa, w pierwszej kolejności z majątku upadłego dewelopera zaspokajane są m.in. wszystkie koszty postępowania upadłościowego, zobowiązania podatkowe dewelopera, należności z tytułu składek na ubezpieczenia pracowników oraz należności ze stosunku pracy. Tak też stanie się w przypadku Leoparda. Prawnicy podkreślają, że aby znaleźć się na liście wierzycieli dewelopera i mieć szansę na odzyskanie czegokolwiek, trzeba po pierwsze mieć umowę przedwstępną w formie aktu notarialnego, po drugie - wpis w księdze wieczystej nieruchomości (roszczenie z takiej księgi wypłaca się z ceny sprzedaży danej nieruchomości, a nie tylko z masy upadłościowej). Klienci Leoparda na szczęście mają akty notarialne, wpisali się też do ksiąg i na listę wierzycieli, którą sporządził syndyk po upadłości inwestora.
Co, jeśli ze sprzedaży majątku Leoparda nie uda się pokryć roszczeń wszystkich klientów i syndyk jednak sprzeda lokale przy Wierzbowej, np. innemu deweloperowi? - Nie sądzę, żeby nabywca zechciał sprzedawać tę inwestycję na nowo. Niedoszli lokatorzy mają akty notarialne, powpisywali się do ksiąg wieczystych - mówi Paszyński. - Obawiam się jednak, że bez dodatkowych dopłat na dokończenie mieszkań się nie obędzie.
Zacznijmy od syndyka. Według Aleksandra Paszyńskiego z domu kredytowego Notus, syndyk może postąpić w dwojaki sposób. - Może po prostu sprzedać inwestycję i rozdzielić pieniądze. Ale może też doprowadzić do dokończenia budowy, dogadać się z mieszkańcami i pozostałymi wierzycielami co do sposobu zaspokojenia ich roszczeń - mówi Paszyński.
Na razie syndyk z inwestycją nic nie może zrobić, bo prokuratura zabezpieczyła bloki przy ul. Wierzbowej jako dowód rzeczowy w prowadzonym przeciw deweloperowi śledztwie. Na jak długo - nie wiadomo. Ważne będą jednak kolejne decyzje. - Jeszcze nie wiem, co czeka klientów - mówi Aneta Stożek, sędzia komisarz zajmująca się sprawą upadłości dewelopera. - Wszystko zależy od tego, czy i za ile uda się sprzedać zajęty majątek spółki - dodaje. Wyjaśnia jednocześnie, że sytuacja na rynku nieruchomości jest dziś trudna i nie można powiedzieć, ile pieniędzy uda się z niego uzyskać i czy wystarczy na pokrycie roszczeń klientów spółki.
Według przepisów prawa, w pierwszej kolejności z majątku upadłego dewelopera zaspokajane są m.in. wszystkie koszty postępowania upadłościowego, zobowiązania podatkowe dewelopera, należności z tytułu składek na ubezpieczenia pracowników oraz należności ze stosunku pracy. Tak też stanie się w przypadku Leoparda. Prawnicy podkreślają, że aby znaleźć się na liście wierzycieli dewelopera i mieć szansę na odzyskanie czegokolwiek, trzeba po pierwsze mieć umowę przedwstępną w formie aktu notarialnego, po drugie - wpis w księdze wieczystej nieruchomości (roszczenie z takiej księgi wypłaca się z ceny sprzedaży danej nieruchomości, a nie tylko z masy upadłościowej). Klienci Leoparda na szczęście mają akty notarialne, wpisali się też do ksiąg i na listę wierzycieli, którą sporządził syndyk po upadłości inwestora.
Co, jeśli ze sprzedaży majątku Leoparda nie uda się pokryć roszczeń wszystkich klientów i syndyk jednak sprzeda lokale przy Wierzbowej, np. innemu deweloperowi? - Nie sądzę, żeby nabywca zechciał sprzedawać tę inwestycję na nowo. Niedoszli lokatorzy mają akty notarialne, powpisywali się do ksiąg wieczystych - mówi Paszyński. - Obawiam się jednak, że bez dodatkowych dopłat na dokończenie mieszkań się nie obędzie.
Zobacz także »
Najczęściej czytane24 htydzień




























