Jak odebrać nowe mieszkanie
23.03.2011
, aktualizacja: 23.03.2011 11:12
Do wyboru są dwie drogi - szybki kurs z zakresu budownictwa i polskich norm, odpowiednie narzędzia (metrówka, poziomica, kątownik), ewentualnie towarzystwo szwagra, który ma za sobą odbiór własnego mieszkania.
ZOBACZ TAKŻE
- Domy przy forcie (30-03-11, 15:50)
- Piąty platynowy biurowiec (24-03-11, 12:04)
- Mokotów Plaza wynajęty i sprzedany (24-03-11, 09:59)
- Miasto ogród na Młocinach (23-03-11, 13:29)
- Inwestorzy indywidualni obudzili się z letargu (23-03-11, 11:22)
- Biuro w domu - za i przeciw (22-03-11, 14:22)
- Preferencje kupujących bez zmian (22-03-11, 12:05)
- Dom w piosenkach (21-03-11, 11:26)
- Mieszkania najtańsze od... komornika (18-03-11, 09:08)
- Mieszkania na pokaz (16-03-11, 11:17)
Droga druga - zatrudnienie fachowca, czyli budowlańca z praktyką, inspektora nadzoru, kierownika budowy. Wielu z nich ogłasza się w internecie. Trzeba jednak sprawdzić, czy opowieści o ich kompetencjach nie są przesadzone. Najlepiej skontaktować się z Polskim Związkiem Inżynierów i Techników Budownictwa (ma oddziały w każdym większym mieście).
Koszt: od kilkuset złotych do kilku tysięcy.
Jak odbierać?
Bez pośpiechu i za dnia. Koniecznie z projektem oraz opisem wykończenia i wyposażenia (drzwi, okna, grzejniki).
Najlepiej, gdyby deweloper (spółdzielnia) pozwolił nam na wizję lokalną w przeddzień odbioru. Dużo łatwiej ogląda się tynki, wylewki i balustradę na balkonie, gdy nikt nie stoi nad głową, nie syczy przez zaciśnięte zęby, że za chwilę ma następny odbiór i musimy się pospieszyć. Poganianie to częsta metoda stosowana przez deweloperów, którzy liczą na to, że klient na część usterek machnie ręką, a innych nie zauważy.
Odbiór powinien się odbywać przy świetle dziennym. W nowych mieszkaniach nie ma jeszcze oświetlenia, a goła żarówka nie zastąpi światła naturalnego. Żeby obejrzeć łazienkę czy garderobę, powinniśmy się zaopatrzyć w latarkę.
Jak oglądać tynki?
Zgodnie z normą odbiór zwykłych tynków gipsowych (nie gładzi) powinien się odbywać przy naturalnym, rozproszonym świetle, a wygląd powierzchni należy oceniać z odległości 2 m. Sztuczne, skupione oświetlenie jest dla nich zbyt surowym i wymagającym kryterium. Najdrobniejsze nierówności tynku wyglądają, jakby to były Himalaje. Nie warto sobie psuć humoru takim oglądaniem.
Sztuczne światło nadaje się do odbioru gładzi gipsowych, sztablatury. Wtedy trzeba wszystko dobrze oświetlić i odbierać niemal metr po metrze.
Trzeba sprawdzić, czy tynki nie mają pęknięć lub rys. Szczególnie uważnie należy przyjrzeć się łączeniom ścian działowych z nośnymi oraz ścian działowych i stropów.
Często deweloper tłumaczy, że pęknięcia są nieuniknione, bo budynek "pracuje". To część prawdy. Prawdą jest, że wraz z wprowadzaniem się do bloku kolejnych mieszkańców rośnie obciążenie całej konstrukcji, w tym stropów. Na ścianach działowych pod sufitem mogą pojawić się zarysowania, ale jest też prawdą, że są sposoby, aby ich uniknąć. Wystarczy wykonać - mówiąc fachowym językiem - dylatację. Strop nie powinien opierać się na ściance działowej. Przestrzeń między nimi powinna być wypełniona elastycznym materiałem, np. wełną mineralną, a na wierzchu sylikonem, a nie zamurowana na sztywno. Gdy sąsiad z góry położy gresy, wstawi ciężkie pianino i dodatkowo dociąży strop, może dojść do zniszczenia tynku lub nawet części takiej ściany. Z działowej bowiem stanie się niechcący nośną.
Szczególnie starannie należy oglądać miejsca, gdzie ściana łączy się z podłogą. Kąty powinny być równe, a ściany proste, inaczej zamontowanie listew przypodłogowych będzie nie lada wyczynem. Powinniśmy zmusić wykonawcę, aby w tej najniższej strefie (30-50 cm nad podłogą) jakość wykonania nie odbiegała od dopuszczalnych norm. Zgodnie z nimi odchylenia powierzchni tynku od linii prostej nie powinny przekraczać 5 mm i nie powinno być ich więcej niż trzy na długości dwumetrowej łaty.
Kąty proste bez kantów
Kąty proste mają szczególne znaczenie w łazienkach i kuchni, czyli tam, gdzie kładziemy gres albo glazurę. Brak kątów, pionów i poziomów to utrudnianie pracy posadzkarzom i glazurnikom, wyższe koszty, bo trzeba wyrównać nierówne powierzchnie, oraz wydłużenie robót.
Dlatego w kuchniach i łazienkach powinniśmy wykazać się stanowczością i nieustępliwością. Trzeba zmierzyć wszystkie kąty - od góry do dołu, a wszystkie odchylenia powyżej 4 mm na długości 1 m wpisać do protokołu i domagać się ich usunięcia.
Trochę bardziej liberalną postawę możemy prezentować w pokojach, ale im bliżej podłogi, tym nasze wymagania powinny rosnąć.
Podłogi
Podłogi, a raczej ich podłoża (jastrychy), powinny być równe i poziome. Zależnie od rodzaju przyszłej posadzki normy dopuszczają odchylenie powierzchni od równej płaszczyzny od 3 mm (parkiet, panele) do 5 mm (płytki) na długości 2 metrów. Dodatkowe kryterium zakłada, że w całym pomieszczeniu różnica poziomów nie powinna przekraczać 5 mm. Chodzi nie tylko o względy estetyczne, ale też techniczne i finansowe. Wyrównanie poziomów pochłonie czas i pieniądze. Masy wyrównujące są horrendalnie drogie.
Nasze zaniepokojenie powinien budzić łuszczący się i pękający jastrych. Niepokojącym objawem jest jego uginanie się (klawiszowanie) i trzeszczenie. Może to być wynikiem braku dylatacji, czyli planowanych przecięć jastrychu, który bez nich pęka tam, gdzie chce, lub złego wykonania kolejnych warstw (styropian, folia, zaprawa cementowa).
Dodatkowo jastrych powinien być odcięty przy ścianach i odizolowany od wszystkich części pionowych: ścian, słupków, rur. Wszystko po to, aby nie przenosiły się drgania. Większość z nas wie, co to znaczy akustyczne mieszkanie. Gdy sąsiad upuści młotek, u nas w kredensie zabrzęczą szklanki. Często sami jesteśmy w stanie popsuć akustykę wnętrza na etapie robót wykończeniowych.
Koszt: od kilkuset złotych do kilku tysięcy.
Jak odbierać?
Bez pośpiechu i za dnia. Koniecznie z projektem oraz opisem wykończenia i wyposażenia (drzwi, okna, grzejniki).
Najlepiej, gdyby deweloper (spółdzielnia) pozwolił nam na wizję lokalną w przeddzień odbioru. Dużo łatwiej ogląda się tynki, wylewki i balustradę na balkonie, gdy nikt nie stoi nad głową, nie syczy przez zaciśnięte zęby, że za chwilę ma następny odbiór i musimy się pospieszyć. Poganianie to częsta metoda stosowana przez deweloperów, którzy liczą na to, że klient na część usterek machnie ręką, a innych nie zauważy.
Odbiór powinien się odbywać przy świetle dziennym. W nowych mieszkaniach nie ma jeszcze oświetlenia, a goła żarówka nie zastąpi światła naturalnego. Żeby obejrzeć łazienkę czy garderobę, powinniśmy się zaopatrzyć w latarkę.
Jak oglądać tynki?
Zgodnie z normą odbiór zwykłych tynków gipsowych (nie gładzi) powinien się odbywać przy naturalnym, rozproszonym świetle, a wygląd powierzchni należy oceniać z odległości 2 m. Sztuczne, skupione oświetlenie jest dla nich zbyt surowym i wymagającym kryterium. Najdrobniejsze nierówności tynku wyglądają, jakby to były Himalaje. Nie warto sobie psuć humoru takim oglądaniem.
Sztuczne światło nadaje się do odbioru gładzi gipsowych, sztablatury. Wtedy trzeba wszystko dobrze oświetlić i odbierać niemal metr po metrze.
Trzeba sprawdzić, czy tynki nie mają pęknięć lub rys. Szczególnie uważnie należy przyjrzeć się łączeniom ścian działowych z nośnymi oraz ścian działowych i stropów.
Często deweloper tłumaczy, że pęknięcia są nieuniknione, bo budynek "pracuje". To część prawdy. Prawdą jest, że wraz z wprowadzaniem się do bloku kolejnych mieszkańców rośnie obciążenie całej konstrukcji, w tym stropów. Na ścianach działowych pod sufitem mogą pojawić się zarysowania, ale jest też prawdą, że są sposoby, aby ich uniknąć. Wystarczy wykonać - mówiąc fachowym językiem - dylatację. Strop nie powinien opierać się na ściance działowej. Przestrzeń między nimi powinna być wypełniona elastycznym materiałem, np. wełną mineralną, a na wierzchu sylikonem, a nie zamurowana na sztywno. Gdy sąsiad z góry położy gresy, wstawi ciężkie pianino i dodatkowo dociąży strop, może dojść do zniszczenia tynku lub nawet części takiej ściany. Z działowej bowiem stanie się niechcący nośną.
Szczególnie starannie należy oglądać miejsca, gdzie ściana łączy się z podłogą. Kąty powinny być równe, a ściany proste, inaczej zamontowanie listew przypodłogowych będzie nie lada wyczynem. Powinniśmy zmusić wykonawcę, aby w tej najniższej strefie (30-50 cm nad podłogą) jakość wykonania nie odbiegała od dopuszczalnych norm. Zgodnie z nimi odchylenia powierzchni tynku od linii prostej nie powinny przekraczać 5 mm i nie powinno być ich więcej niż trzy na długości dwumetrowej łaty.
Kąty proste bez kantów
Kąty proste mają szczególne znaczenie w łazienkach i kuchni, czyli tam, gdzie kładziemy gres albo glazurę. Brak kątów, pionów i poziomów to utrudnianie pracy posadzkarzom i glazurnikom, wyższe koszty, bo trzeba wyrównać nierówne powierzchnie, oraz wydłużenie robót.
Dlatego w kuchniach i łazienkach powinniśmy wykazać się stanowczością i nieustępliwością. Trzeba zmierzyć wszystkie kąty - od góry do dołu, a wszystkie odchylenia powyżej 4 mm na długości 1 m wpisać do protokołu i domagać się ich usunięcia.
Trochę bardziej liberalną postawę możemy prezentować w pokojach, ale im bliżej podłogi, tym nasze wymagania powinny rosnąć.
Podłogi
Podłogi, a raczej ich podłoża (jastrychy), powinny być równe i poziome. Zależnie od rodzaju przyszłej posadzki normy dopuszczają odchylenie powierzchni od równej płaszczyzny od 3 mm (parkiet, panele) do 5 mm (płytki) na długości 2 metrów. Dodatkowe kryterium zakłada, że w całym pomieszczeniu różnica poziomów nie powinna przekraczać 5 mm. Chodzi nie tylko o względy estetyczne, ale też techniczne i finansowe. Wyrównanie poziomów pochłonie czas i pieniądze. Masy wyrównujące są horrendalnie drogie.
Nasze zaniepokojenie powinien budzić łuszczący się i pękający jastrych. Niepokojącym objawem jest jego uginanie się (klawiszowanie) i trzeszczenie. Może to być wynikiem braku dylatacji, czyli planowanych przecięć jastrychu, który bez nich pęka tam, gdzie chce, lub złego wykonania kolejnych warstw (styropian, folia, zaprawa cementowa).
Dodatkowo jastrych powinien być odcięty przy ścianach i odizolowany od wszystkich części pionowych: ścian, słupków, rur. Wszystko po to, aby nie przenosiły się drgania. Większość z nas wie, co to znaczy akustyczne mieszkanie. Gdy sąsiad upuści młotek, u nas w kredensie zabrzęczą szklanki. Często sami jesteśmy w stanie popsuć akustykę wnętrza na etapie robót wykończeniowych.
Zobacz także »
Najczęściej czytane24 htydzień


























